2021 - tata po rozwodzie
Przemyślenia

2021

Wszyscy mówią, że poprzedni rok był najgorszym w historii i całe szczęście, że już się skończył. Ja obecny rok rozpocząłem od pobytu w szpitalu, gdzie zacząłem pisać ten post, ale i tak uważam, że zarówno poprzedni rok był, jak i ten będzie udany.

2020

Oj, cóż to był za rok. Rozpoczął się od pożarów w Australii. Późnień zaczęła się fala pandemii. Najpierw gdzieś daleko na świecie. Do nas docierały strzępki informacji, filmiki gdzieś z głębi Chin jakoby ludzie umierali na ulicach. Narastał w nas strach. 

W marcu usłyszeliśmy, że we Włoszech wywożą ciała ciężarówkami. Niepokój był coraz większy. Dezinformacyjne teksty potwierdzające i zaprzeczające pandemii hulały w social mediach. Ludzi ogarnął taki strach, że kwiecień był miesiącem pustych ulic. Nawet mój znajomy z podstawówki nakręcił film o opustoszałym, moim rodzinnym mieście (poniżej).

Sklepy były niemalże puste. Podobnie ulice, parki i lasy. Do czasu, kiedy nie mieli tego dość. Wnet ludzie oszaleli. W lipcu Bałtyk przeżył takie oblężenie, że sieci handlowe i służby z północy kraju musiały sprowadzać dodatkowych pracowników. 

Potem przyszła fala protestów i zamieszek spowodowanych śmiercią Georga Floyda, która jeszcze bardziej podzieliła społeczeństwo. Następnie mieliśmy wybory i kolejny podział społeczeństwa. Zamieszanie i dezinformacja znów dały popis zarówno wśród rządzących, jak i mediów, czy portali społecznościowych. 

We wrześniu dowiedzieliśmy się, że (irony alert) wirus w szkołach się nie roznosi. Później roznosił się na uczelniach wyższych, które zamknięto, następnie w liceach i szkołach podstawowych. Przedszkola do dziś są wolne od wirusa. 

W Polsce nastąpił czas protestów. Druga połowa 2020 roku była z pewnością strajkowa. Z jednej strony buntowali się rolnicy, z drugiej przedsiębiorcy, z trzeciej kobiety. Były też mniejsze strajki, ale nie wiem, czy ktoś byłby w stanie je wszystkie zliczyć. 

Grudzień był miesiącem pod znakiem szczepionki. I znów mieliśmy do czynienia z dezinformacją, fake newsami i teoriami spiskowymi. Tylu ilu mamy proszczepionkowców, tylu mamy antyszczepionkowców. Nawet ludzie, którzy byli niegdyś pro-, teraz są anty- i odwrotnie.

Uważam, że…

Moim zdaniem rok 2020 był jednym z lepszych w moim życiu. Uważam, że dla wielu z nas był udany. Wszystko zależy od tego jak na niego spojrzymy. Często namawiam Was do optymizmu i internalistycznego spojrzenia na życie i świat nas otaczający. Dzięki temu z każdej, nawet złej sytuacji będziemy mogli czerpać pozytywy i niemal każda sytuacja będzie dla nas wartościowa. Mi się udało. Rok zakończyłem owocnie i ochoczo wkroczyłem w nowy, nawet pomimo tego, że pierwsze dni spędziłem w szpitalu.

Początek

Rok poprzedni rozpoczął się u mnie od zakończenia związku. Toksyczna relacja, w której trwałem powodowała u mnie zbędny stres, stwierdziłem, że wybaczyć nie mogę, więc postanowiłem to zakończyć. Ot, zamknięty pewien rozdział i rozpoczęcie kolejnego. Obyło się bez bólu i łez. Kiedy człowiek jest pewnym siebie i swoich działań, to nawet jakaś tam strata może okazać się mało znacząca. Kończąc relację uwalniamy się bowiem od wszystkiego złego co nas dotykało. Czasem zaś okazuje się, że zło to jedyne co nas w związku spotyka.

Kolejny początek

Po zakończeniu związku los tak potoczył moim życiem, że wkroczyłem w kolejną relację. Tym razem opartą na wsparciu, równości i wzajemnym szacunku. W związek oparty na miłości, dopasowaniu i wszystkich zasadach opisanych w poście „Jak stworzyć zdrowy i szczęśliwy związek?”. Gdzie „Kocham cię” nie tylko się mówi, ale przede wszystkim pokazuje.

Małe i duże sukcesy

Rok 2020 owocował u mnie w małe i duże sukcesy. Dzięki przeniesieniu wszelkich spotkań do świata online udało mi się uczestniczyć w konferencjach, sympozjach i szkoleniach, w których w „normalnym” świecie nie udałoby mi się brać udziału przez kilka lat albo i nigdy. Dzięki wirtualności otworzyły się przede mną (i przed wszystkimi) drzwi, które do tej pory były zamknięte. 

Dodatkowo udało mi się zakończyć rok uniwersytecki z wynikiem o jakim bym nie pomyślał wybierając się na studia. Wystąpiłem w telewizji, czego również nigdy bym nie podejrzewał. Szczególnie biorąc pod uwagę mój stosunek do tego medium. Skończyłem pisanie swojej książki, którą w tym kwartale prześlę do wydawnictwa. 

Czas wolny

W ubiegłym roku miałem tyle wolnego od obowiązku pracy ile w czasach, kiedy się zwolniłem i miałem problemy ze znalezieniem stanowiska, w 2010 roku. Od dekady nie przesiedziałem tyle w domu. Dodatkowo dzięki temu wolnemu udało mi się zacieśnić więzi z osobami mi najbliższymi. Odbudowałem relacje z osobami, z którymi kontakt, z różnych względów na przestrzeni lat zdążył się posypać. Z racji zamknięcia umocniły się relacje rodzinne. Mało tego niektóre osoby udało się poznać na nowo. Nie mówię tu tylko o sobie, ale i o innych. Ludzie, przez zamknięcie poznawali swoje żony i swoich mężów. Wielu ludzi stwierdziło, że przez codzienny zamęt i nadmiar spraw rozjechali się gdzieś w relacji.

Docenienie i odrzucenie

Rok 2020 pozwolił docenić rzeczy i sprawy, których nie doceniałem. Czas zamknięcia sklepów, był czasem kiedy jeszcze bardziej uświadomiłem się w przekonaniu, że nadmierny konsumpcjonizm nie jest niczym dobrym. Rzeczy, których natomiast pragniemy nie są nam tak naprawdę potrzebne do szczęścia. Po cóż nam choćby drogie buty i stylowe ciuchy, kiedy nikt nas w nich nie zobaczy? Wielu z nas „odkryło”, że kupuje ubrania dla innych (żeby wywrzeć na nich wpływ). Wielu z nas zobaczyło, kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto na nas żerował. Ten rok z pewnością był spojrzeniem na swoje życie z zupełnie innej perspektywy.

Wąs

W ubiegłym roku zapuściłem wąs, przez co spotkałem się z falą krytyki na swój temat. Całe te doświadczenie umocniło moją wiarę w siebie. Zauważyłem różnicę między krytyką, a krytykanctwem, nabrałem odwagi, pojąłem siłę tolerancji szacunku do własnej osoby i do innych. Dzięki temu, że zapuściłem wąs nagrałem krótki spot namawiający do rozmowy z najbliższymi o profilaktyce chorób i będący apelem do kobiet o rozmowę z mężczyznami, którzy bagatelizują swoje zdrowie.

Social media

W ubiegłym roku wyizolowałem się z mediów społecznościowych. Odinstalowałem aplikacje Snapchata, Instagrama i Facebooka. Nagle okazało się, że mam o wiele więcej czasu. W życiu bym nie pomyślał ile scrollowanie nam go zabiera. Na Facebooka wchodzę jedynie od czasu do czasu przez przeglądarkę, głównie po to, by wrzucić informację o nowych postach. I wiecie co? Nic złego się nie stało. Nie popadłem w FOMO (lęk przed pominięciem istotnych informacji). Nie mam mniej znajomych i wciąż żyję.

Środek

Na fali wielkich podziałów udało mi się wycentrować. Panujące ideologiczne wojny tworzone są po to, by jak najbardziej nas podzielić. Dla każdego plusa w życiu znajdziemy minus i odwrotnie. Dlatego pewnym grupom zależy by spolaryzować społeczeństwo uwypuklając owe plusy i minusy. Im bardziej nas podzielą, tym łatwiej będzie nami rządzić. Dlatego też sam studzę swoje emocje przed wyrażeniem jakiegokolwiek osądu. Doszukuję się informacji „za” i „przeciw”, gdyż obecne czasy spowodowały, że fake newsy są wszechobecne i nie są od nich wolne nawet te media, które powinny od nich być wolne. Wiem, wiem. Powiecie, że tak było zawsze. Przecież kiedyś nawet lekarze namawiali do palenia papierosów, choćby po to aby walczyć z astmą, czy reanimować tonących.1 No tak, ale kiedyś dostęp do danych naukowych nie był tak powszechny jak dziś. Teraz każdy może sprawdzić i zweryfikować każdą usłyszaną informację. Mimo tego mało kto tego dokonuje.

2021

Ten rok, jak już napisałem rozpoczął się od pobytu w szpitalu. Niestety Marcel zachorował, przez co musieliśmy spędzić trzy dni w zamknięciu. Z powodu pandemii nie mogliśmy nawet wychodzić z sali. Jakie są tego plusy i czy w ogóle można znaleźć jakieś plusy w szpitalnym leczeniu? Tak. 

Po pierwsze, o czym mało kto mówi, dostęp do lekarzy paradoksalnie jest ułatwiony. Na specjalistów, na których kiedyś czekało się latami, teraz czeka się czasem nawet do kilku dni. Pomimo teleporad i ich jakości jest dużo łatwiej. Wielu ludzi rezygnuje bowiem z wizyty u specjalisty, przez co potrzebujący mogą się dostać łatwiej. 

Przed szpitalną wizytą miałem w głowie historie o ustawiających się pod szpitalem kolejkach ambulansów i o tym, jakoby ze szpitala nie wracało się inną drogą niż w karawanie. Nic bardziej mylnego! 

Dostaliśmy salę „na własność”.  Z powodu pandemii dział pediatryczny nie łączy pacjentów, przez co panuje zasada jeden pacjent na jedną salę. Mało tego opiekun bez najmniejszych problemów może zostać z dzieckiem. Dodatkowo opiekun ma zapewnione darmowe wyżywienie. Zdziwieni? Ja też byłem zdziwiony, ale takie są realia. Na własnej skórze doświadczyłem jak wielka panuje dezinformacyjna fala. Większość tego co słyszymy to bujdy na resorach.

Ale jakie plusy można wyciągnąć z pobytu w szpitalu z dzieckiem? W przypadku mnie – taty po rozwodzie, mogłem jeszcze bardziej zacieśnić relacje z Marcelem. Mogłem razem z nim dłużej pobyć. Mogłem nauczyć go nowych umiejętności i mogłem przekazać naukę, że lęk przed leczeniem jest zły, w myśl stworzonego spotu. 

Życzenia

Życzę sobie i Wam w tym roku, nie tylko pomyślności, ale również tego byśmy wszyscy umieli tej pomyślności doszukać się w najmniejszych sprawach. Byśmy wszędzie widzieli zalety, a na świat i życie patrzyli optymistycznie. Abyśmy byli wolni od dezinformacyjnego, buntowniczego wpływu innych. Byśmy wierzyli w to, że nasze życie jest najważniejsze i ma nam w nim być wygodnie.

Wszystkiego co najlepsze!

Tata po rozwodzie.

1 https://superbiz.se.pl/wiadomosci/od-lekarstwa-po-trucizne-jak-tyton-podbil-swiat-i-stworzyl-rynek-wart-miliardy-aa-9WoZ-266r-5x9c.html
Please follow and like us:
error

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+