tataporozwodzie atrakcje dla biednych
Zabawa

Atrakcje dla biednych

Mamy cudowne czasy dla dzieci. Zewsząd reklamy parków rozrywki, parków trampolin,  parków atrakcji, czy cyrków. W każdym sklepie automaty sprzedające zabawki, bujaki, karuzele, koparki, cymbergaje. Nawet w spożywczym dyskoncie bez problemu można kupić lalki, klocki lego, gadżety z ulubionych bajek, piłki, resoraki, pluszaki. W niemal każdym większym mieście kino, któregoś multipleksu w którym kilka razy dziennie puszczają bajki na dużym ekranie. Tam również gadżety, zabawki i popcorn. Spełnienie dziecięcych marzeń jest na wyciągnięcie ręki! Czy aby na pewno? Nie.

Bogaty rodzic to biedny rodzic

Aby móc pozwolić sobie na te wszystkie atrakcje trzeba by być wymienionym w rankingu Forbesa. Mało tego. Nawet jeśli by się było wśród setki najbogatszych polaków, to po roku uczęszczania na te ogólnodostępne atrakcje spadłoby się na listę stu najbiedniejszych.

Dzieci to świetny biznes

Na dzieciach najlepiej się zarabia. Każdy amator biznesu dobrze to wie. Dlaczego? „A CO!? DZIECKU ODMÓWISZ!? CO Z CIEBIE ZA RODZIC!? NIE KOCHASZ SWOJEGO SYNA!? CHCESZ SPRAWIĆ PRZYKROŚĆ CÓRECZCE?” Niewinne lody, czy karuzela. Przecież to tylko kilka złotych! No niby tak. Tyle, że w tym wszystkim nie chodzi o miłość do dziecka,  tylko o zysk sprzedawcy!

Wystarczy spojrzeć na YouTube, gdzie najpopularniejszymi i najbardziej dochodowymi filmami są animacje dla dzieci. Po kilka-kilkadziesiąt milionów wyświetleń mają psychodeliczne filmiki gdzie dorośli ludzie bawią się zabawkami, bądź wyklejają coś z plasteliny w rytm dziecięcych melodii. Kanały z kontentem dziecięcym zarabiają grube pieniądze, przy zerowym, albo nawet ujemnym przekazie merytorycznym. Filmy te są nafaszerowane reklamami, które jeszcze do niedawna nie były dostosowane do rodzaju filmu. To oznacza, że rodzic sadzał swoje dziecko przed ekranem, puszczał mu te groteskowe filmiki, a w przerwach dziecku wpajane były zalety najcieńszych prezerwatyw, konieczność inwestowania w Bitcoina, albo brutalne strzelaniny w najnowszych grach.

Odmawiam, dlatego, że kocham.

Nie odmawiam ze względów finansowych. Nie o to chodzi. Odmawiam ze względów wychowawczych. Jakiś czas temu miałem mały problem z Marcelem. Idąc do sklepu wciąż chciał nową zabawkę. Obojętnie jaką, byle tylko kupić. Dlatego zacząłem stosować umowy. Raz umawiałem się z nim, że kupujemy zabawkę, następnym razem, że nie. Marcel nauczył się nie tylko, że nie zawsze dostanie to czego chce, ale również, że umowa jest rzeczą świętą i jeśli na coś się umawiamy, to tak ma być. Dzięki temu mój syn wie, że moje słowo jest jak kamień, ale również, że można na mnie polegać. Jeśli coś obiecam, to słowa dotrzymam. Po jakimś czasie, kiedy Marcel zaczął rozumieć świat nieco bardziej przestałem stosować umowy. Teraz, kiedy idziemy do sklepu, a Marcel chce zabawkę tłumaczę mu, że ciągłe kupowanie zabawek jest niewychowawcze.

Jeśli będziesz za każdym razem dostawać to czego chcesz, przestaniesz to doceniać!

Szczęście to pozytywne emocje. Jednak otrzymując wciąż dobra materialne i mając spełniane wszelkie zachcianki staje się to rutyną, szarą rzeczywistością. Nie daje już to ładunku pozytywnej energii, przez co przestaje cieszyć. I nie dotyczy to jedynie dzieci! Im bardziej o coś się staracie, tym większą radość Wam to sprawia.

-Tato – pyta mnie Marcel – kupisz mi zabawkę?

-Nie, Skarbie.

-A pójdziemy na karuzelę?

-Nie, Marcelku.

-Ale dlaczego?

-Bo jest to niewychowawcze.

-Nie mamy pieniędzy?

-Mamy pieniądze, ale nie o to chodzi.

-To o co?

-Nie możesz dostawać wszystkiego czego chcesz.

-Czemu?

-A pamiętasz ten czerwony samochód, który ostatnio ci kupiłem?

-Nie. Który?

-No właśnie. O tym mówię. Od przybytku, nie pamiętasz.

-Od czego?

-Od przybytku, znaczy z nadmiaru. Czyli, że masz czegoś dużo i często to dostajesz. Mam lepszy pomysł. Coś o wiele lepszego od zabawek, Marcelku.

-Co takiego?

Atrakcje dla biednych

Atrakcje, które nic nie kosztują są najlepsze! Zaproponowałem, więc przygodę. Pojechaliśmy z Marcelem do lasu, nad Staw Wielopole. Znaleźliśmy połamane gałęzie. Każdy z nas wziął jedną i podpierając się udawaliśmy strudzonych starców zagubionych w puszczy. Obserwowaliśmy przyrodę. Później ja byłem złodziejem, Marcel zaś policjantem, który starał się mnie powstrzymać przed kradzieżą. Skradaliśmy się szukając leśnych zwierząt i owadów. W którymś momencie Marcel znalazł dziuplę w drzewie, tak wielką, że zmieścił się do środka. Przy plaży były ciekawe okazy sosen, które po osunięciu się ziemi ukazały swoje korzenie. Można było się na nie wspinać.

Porządnie się zmęczyliśmy. Kiedy odwoziłem syna do domu ten już spał. Był przeszczęśliwy, pomimo, iż nie kosztowało to nas grosza.

Życie to nie Toy Story

Nowa zabawka, nawet jeśli byłaby porządna i kosztowałaby sporo pieniędzy to po dłuższym lub krótszym czasie wylądowałaby w koszu z zabawkami. Całkowicie zapomniana.

Okazałe, podmyte korzenie. Idealne do wspinania.
Dziupla – idealna kryjówka
Staw Wielopole
Naucz dziecko po której stronie drzewa rośnie mech. Wytłumacz dlaczego zawsze jest to strona północna
Baśniowy wygląd pobudzał wyobraźnię
Nie trzeba się wysilać, by przekonać dziecko, że powalone drzewo to smok z Loch Ness
Please follow and like us:
error

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+