Co dał mi rozwód? - tata po rozwodzie
Życie po rozwodzie

Co dał mi rozwód?

Kiedy się rozstałem dotarło do mnie, że całe dotychczasowe, znane mi życie dobiegło końca. Nic już nie będzie takie samo, wszystko rozpoczyna się od nowa. Pomyślałem „mogę wszystko”. Z jednej strony mogłem jeździć najlepszymi samochodami, z drugiej zaś mogłem się przekręcić, odurzony alkoholem i umrzeć zadławiony własnymi wymiotami leżąc w rynsztoku. A co się stało?

Wyprowadzka

W momencie wyprowadzki wydawało mi się, że jestem twardy i spłynie to po mnie, jak po kaczce. W dniu, kiedy moja, jeszcze wtedy żona się wyprowadzała pomogłem jej poznosić cięższe rzeczy. Tu muszę wspomnieć, że mieszkaliśmy na pierwszym piętrze. Dlatego też, przykładowo pralkę zniosłem sam, tak aby osoba, która zawoziła jej rzeczy na nowe lokum nie musiała targać wszystkiego po schodach. Później, aby nie doprowadzić do żadnej kłótni (wiadomo, że mogłaby taka nastąpić w momencie kulminacyjnym wyprowadzki) postanowiłem wyjść z domu ze znajomymi.

Chojrak

Facet, jak to facet. Wydaje mu się, że jest nie wiadomo kim i potrafi się odciąć od emocji. Postanowiłem świętować rozstanie. Z tego powodu poszedłem imprezować w klubach, w moim mieście. Upiłem się wtedy niemiłosiernie. Urwał mi się film. Całe szczęście, że był ze mną przyjaciel, który pomógł mi dotrzeć do swojego domu, aby się przespać i dojść do siebie. Rano, gdy wstałem męczył mnie okropny kac. Mimo to postanowiłem wrócić do swojego domu. Wciąż myślałem, że jestem chojrak i w ogóle mnie to wszystko nie ruszy.

Samotność

Do końca życia nie zapomnę tej chwili, gdy wszedłem do pustego domu. Ta pustka była niesamowicie bolesna. Ze ścian poznikały rodzinne fotografie, z szaf i szafek połowa rzeczy. Ta pustka w połączeniu z uciskającym głowę i żołądek kacem i wciąż jeszcze utrzymującym się upojeniem alkoholowym sprawiła, że pękłem. Nie miałem do kogo się odezwać. Brakowało mi syna, który zawsze radośnie mnie witał i rozweselał. Tylko pustka i cisza. Pamiętam, że przeleżałem pół dnia na zimnej podłodze łkając do rękawa.

Jeśli straci się wszystko, można sięgnąć do gwiazd. Można osiągnąć wszystko, bo nie ma się nic do stracenia.

Zmiana

Jak już pisałem, pierwsze dwa dni były czasem nieustannego płaczu, spowodowanego wszechobecną pustką. Dotarło wtedy do mnie, że nieodwracalnie zakończył się okres, kiedy codziennie widywałem uśmiechniętą twarz Marcelka. W trzecim dniu spojrzałem na siebie w lustrze i jakby porażony gromem zauważyłem wszystkie swoje wady, wszystkie na raz. Mając dwadzieścia osiem lat przypominałem pana po czterdziestce. Zaniedbana broda i opasły brzuch. Najpierw zapragnąłem doprowadzić swoje ciało do jako takiego ładu, by przedwcześnie nie umrzeć na atak serca. Tak zaczęła się moja zmiana.

20 kg w miesiąc

W pierwszym miesiącu walki o siebie schudłem dwadzieścia kilogramów. W sumie od tamtego momentu zrzuciłem 37. Nagle odmłodniałem. Zauważyłem zmianę w podejściu ludzi. To nieprawda, że ludzie nie oceniają książki po okładce. Oceniają i to bardzo. Odkąd jestem szczuplejszy całe otoczenie traktuje mnie diametralnie odmiennie. Cieszę się większym zaufaniem. Wydaje mi się, że ludzie podświadomie widząc osobę otyłą stwierdzają, że skoro ktoś nie potrafi zadbać o swoje ciało, to również nie potrafi zadbać o swoje życie. Być może coś w tym jest. Ja faktycznie nie potrafiłem zadbać o życie. Byłem leniem i flejtuchem.

Samodzielność

Kiedy człowiek zostaje sam musi o wszystko zadbać sam. Z chwilą kiedy była partnerka się wyprowadziła byłem odpowiedzialny za wszystko. Przestał obowiązywać podział obowiązków. Nagle na mojej głowie było sprzątanie, mycie naczyń, okien i podłóg, pranie, prasowanie, gotowanie, zakupy, remonty i drobne naprawy, rachunki, praca etc. Wszystko na raz. Wiem, że to banał, ale na tamtą chwilę nie zdawałem sobie z tego sprawy. Człowiek w takich momentach uczy się bycia zorganizowanym. Nagle zaczyna brakować czasu i jeśli nie poukłada się wszystkiego w jakiś tam harmonogram to nie zapanuje się nad swoim życiem.

Rozwód sprawił, że stałem się zorganizowany

Rachunek sumienia

Im więcej było na mojej głowie i im bardziej sobie z tym radziłem, tym bardziej rozumiałem jak złym byłem partnerem. Na chwilę obecną nie dziwię się, że była żona jest byłą. Na jej miejscu sam bym odszedł. Wina nigdy nie leży po jednej ze stron, ale dzięki rozstaniu i konieczności usamodzielnienia się jestem w stanie obiektywnie patrzeć na powody rozpadu małżeństwa. Dlatego też teraz z byłą partnerką utrzymuję bardzo dobry kontakt. Wreszcie się nie kłócimy co pozytywnie wpływa na rozwój naszego dziecka.

Po rozstaniu zauważa się wkład pracy drugiej osoby.

Pieniądze

Od razu zacząłem płacić alimenty. Dokładnie tak jak opisałem w poście „Jak się rozwieść w dwadzieścia minut?”. Chciałem być od razu fair. Przecież chodziło o moje dziecko. Gdybym z ambicji mścił się na żonie rykoszetem ucierpiałby Marcel. Początki bywały trudne. Ciężko było mi się zorganizować, by utrzymać płynność finansową od wypłaty do wypłaty. Nie mówię, że gotówki było zbyt mało. To raczej ja, podsycony konsumpcjonizmem i egoistycznymi zachciankami, byłem niegospodarny. Dlatego pytając mnie co dał mi rozwód, z pewnością odpowiem, że nauczył mnie gospodarności.

Rozwód nauczył mnie poszanowania pieniądza i gospodarności.

Zdrowie

Dzięki ćwiczeniom fizycznym nauczyłem się systematyczności i dbania o zdrowie. Czuję się o niebo lepiej. Jestem zdrowy i pełen wigoru. Z perspektywy czasu wiem jak nadwaga działa destruktywnie na całe nasze życie. Przede wszystkim nic nam się nie chce. Jesteśmy leniwi i poddajemy się prokrastynacji. Dzięki temu, że zabiłem w sobie lenia udaje mi się osiągać sukces za sukcesem.

Sukces

Sukces dla każdego jest czymś innym. Dla mnie sukcesem jest każde małe powodzenie w ciągu dnia. Cieszę się nim, powtarzam sobie, że znów mi się udało. Dzięki temu widzę pozytywne strony życia, a negatywne nikną w cieniu powodzeń. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że każdy kolejny dzień mojego życia jest lepszy od poprzedniego.

Każdy kolejny dzień mojego życia jest lepszy od poprzedniego

Sam jestem swoim wrogiem

To nie tak, że bycie aktywnym powoduje, że zawsze mi się chce. Jednak dzięki niemu wciąż walczę sam ze sobą. Mam siłę do tego, by się zmusić, aby zrobić co konieczne. Widzę postęp, który mnie napędza. Każde małe powodzenie jest schodem, na który wchodzę, by wspiąć się na następny. Taka niekończąca się gra w progress. Dzięki temu, że staję się lepszym człowiekiem, jestem jednocześnie lepszym ojcem.

Każde powodzenie jest stopniem. Wchodząc na niego, mogę wspiąć się na kolejny.

Ojciec

Będąc lepszym dla siebie jestem lepszym ojcem. Jak pisałem w poście „Najlepszym rodzicem jest egoista” własne niespełnienie często, a może nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że zawsze odbija się na dzieciach. Dobry rodzic to spełniony rodzic. Wolny od frustracji, czy własnych słabości. Dzięki temu, że pokonuję właśnie te słabości udaje mi się skupić na dobrym wychowaniu. Będąc pukładanym, potrafię i mam czas, by zadbać o prawidłowy rozwój Marcela. Jako, że żyję aktywnie udaje mi się zadbać o jego aktywność. Jak widzicie, to wszystko się łączy. Dbając o siebie, dbamy o dziecko. Dlatego też, mogę śmiało stwierdzić, że dzięki rozwodowi stałem się lepszym ojcem.

Rozwód sprawił, że jestem lepszym rodzicem.

Relacje

Dzięki temu, że w domu wyzbyłem się stresów związanych z nieustannymi kłótniami udało mi się polepszyć relacje. Jestem teraz szczery i mówię prawdę. Jako mąż niestety nie zdarzało mi się to zbyt często. Dla świętego spokoju wolałem okłamać partnerkę, by tylko uniknąć kłótni. Wiem, jakie to podłe, jednak niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który jest zawsze szczery. Teraz właśnie taki jestem. Brak nerwów i rozgoryczenia sprawił, że moje relacje z ludźmi są budowane na zaufaniu i szczerości. Nie muszę uciekać się do kłamstwa, bo będąc optymistą i internalistą, wiem, że prawda jest zawsze lepszym wyborem.

Dość

Czasem warto powiedzieć „dość!„. Na moim przykładzie widać, że zakończenie toksycznego związku może wyjść na dobre nie tylko dziecku, czy partnerce, ale przede wszystkim nam samym. Mi udało się zrobić twist o 180 stopni i stać się całkowicie innym człowiekiem. Całkowicie. Nie przypominam już tamtego Marcina. Przestałem być nieśmiały, ze świadomością i pełną odwagą wychodzę ze swojej strefy komfortu, nie boję się podejmować wyzwań, dbam o relacje, jestem szczery, aktywny i bardziej poukładany. Rozwód sprawił, że z kogoś kto boi się życia, jestem kimś kto trzyma nad swoim życiem kontrolę. Powoduję, że zmierza ono w kierunku, który ja mu nadam.

Pytania

Wiele osób pyta mnie, czy żałuję małżeństwa, rozwodu i czy wróciłbym do byłej żony. Odpowiadam wtedy, że nie. Nie żałuję małżeństwa, bo wiele się nauczyłem i dało mi ono największe szczęście w moim życiu, jakim jest mój syn Marcel. Nie żałuję rozwodu, gdyż związek ten był toksyczny. Działał destruktywnie na mnie, moją partnerkę i dziecko. Nie wróciłbym do byłej żony, z tego powodu, że nie ma między nami uczucia, nie ma miłości, nie ma niczego na czym można by było zbudować jakąkolwiek więź. Jest jedynie wspólny cel – dobre wychowanie naszego dziecka i ofiarowanie Mu całego swojego serca.

Do byłej żony

Jeśli to czytasz, chciałbym żebyś wiedziała, iż mimo, że to nie ja podjąłem decyzję o rozstaniu, dziękuję Ci. Dzięki temu udało mi się stanąć na nogi. Twój wybór sprawił, że przestałem starać się jedynie przeżyć i zacząłem żyć.

Please follow and like us:
error

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+