jak się żyje bez social mediów? - tata po rozwodzie - tataporozwodzie
Przemyślenia

Jak się żyje bez social mediów?

Minęły już ze dwa, albo trzy miesiące odkąd zniknąłem z social mediów. Nie mam Facebooka, Instagrama, TikToka, Snapchata, Twittera. Dlaczego usunąłem się w cień? Czy mi było ciężko? Co zyskałem? Czy mi czegoś brakuje? Zapraszam do lektury.

Treści

W pewnym momencie złapałem się na tym co tak na prawdę przeglądam. Scrollowałem treści mediów społecznościowych, aby trafić na coś wartościowego. Na chwilę się zatrzymałem, by znów scrollować przez całą masę bezwartościowych informacji. Zadałem sobie pytanie „po co?”. Żeby być na bieżąco? Na bieżąco z czym? 

Pamiętam jak w dzieciństwie śmiałem się ze staruszek, które spotykają się tylko po to, żeby plotkować o innych. Social media są swego rodzaju zamiennikiem. 

Z drugiej jednak strony zawierają wartościowe treści, gdyż część blogerów i twórców ograniczyło swoją aktywność jedynie do profilu w mediach. Nawet niektóre restauracje nie posiadają już zwykłej strony WWW, będąc widocznymi jedynie na portalach zewnętrznych.

Dlatego też planowane przeze mnie odejście budziło we mnie ambiwalentne uczucia.

Czas

Zgodnie z raportem Digital2020 w Polsce średnio spędzamy online 6 godzin i 26 minut na dzień. Z tego na przeglądanie social mediów przeznaczamy równe dwie godziny dziennie.1 Dwie godziny dziennie daje nam ponad jeden dzień roboczy w ciągu tygodnia. Wciąż narzekamy, że brakuje nam czasu, a jednak można ten czas w prosty sposób znaleźć. Zapragnąłem sprawdzić, czy faktycznie tak jest. 

Z drugiej strony z tym czasem jest tak samo jak z pieniędzmi zaoszczędzonymi na rzucaniu palenia. Nikt na rzuceniu palenia nie dorobił się Porshe. Podobnie jest z uciekającymi momentami.

Rachunek

Żeby sprawdzić, czy odejście od social mediów jest dla Was, wystarczy zrobić prosty rachunek. Zacznijcie od tego, że nastawicie sobie minutnik na godzinę, którą spędzicie na buszowaniu po portalach społecznościowych, czy Internecie. Po tej godzinie sprawdźcie na ile wartościowych treści natrafiliście. Na jaką kwotę wyceniacie swoją roboczogodzinę? Na 50 zł, 100, a może więcej? Teraz odpowiedzcie sobie na pytanie czy warto przeznaczać tyle pieniędzy na informacje, które zobaczyliście? Może się okazać, że łatwiej jest wynająć kogoś, do filtrowania informacji i podrzucania nam interesujących newsów? To może okazać się dużo tańsze. A może najprostszym wyjściem jest, jak w moim przypadku, zwykłe odejście?

Relacje

Przed wirtualną śmiercią martwiłem się, że diametralnie skurczy mi się krąg moich znajomych. Przecież nie wszyscy mają mój numer telefonu, żeby móc się ze mną kontaktować. Większość rozmów odbywała się głównie za pomocą facebookowego Messengera. Drugą obawą było to, że nie będę miał możliwości promowania tego bloga w mediach społecznościowych, co odbije się na ilości wyświetleń. Jednak jak się okazało „nie taki diabeł straszny”.

W moim przypadku okazało się, że internetowe relacje nie są tak wartościowe, jak te ze starego, analogowego życia. Przez ten czas tylko jedna osoba, zapytała się, dlaczego zniknąłem z Facebooka. Co ciekawe nie odczułem specjalnej potrzeby personalnego kontaktu z osobami, z którymi kontakt odbywał się jedynie online. Tak więc offline’owa izolacja okazała się świetną weryfikacją kto jest w moim życiu naprawdę ważny.

Co do bloga, wyświetlenia i wejścia na stronę zmniejszyły swój trend wzrostu o 1-2%, tak więc nie było tak źle jak przypuszczałem. Stali bywalcy wciąż mnie odwiedzają, zaś nowi również wiedzą jak tu trafić.

Wirtualna śmierć

Czasem się czuję jak boomer, który się wyizolował i nie jest na bieżąco. A jednak, nie mając social mediów wciąż można wiedzieć jakie są trendy i co jest popularne. To nie jest do końca tak, że wszystko mnie omija. Wiem, że nikt nie przyzna się do FOMO, a jednak każdy chce wiedzieć, co się dzieje. Taka nasza cecha, że nie chcemy być po tyłach. 

To też nie jest tak, że tylko konsumujemy treści, ale i je tworzymy. Tworząc coś lubimy się tym pochwalić. Sam robiąc zdjęcia lubiłem wrzucić je na Instagram i zobaczyć czy innym też się podobają. Pisałem również wiersze, które rzucałem w eter i czytałem ich interpretacje. Teraz zdjęcia robię dla siebie, a wiersze piszę najbliższym. Czy jest mi z tym źle? Absolutnie nie. 

Jedno z moich zdjęć…
…oraz jeden z moich wierszy

Socjalki i frustracja

Możemy się zgodzić lub nie zgodzić z tezą, że social media są projekcją marzeń. Aczkolwiek prawda jest taka, że już sześć lat temu, badania pokazały, że ludzie usuwają posty, które nie mają wystarczającej ilości polubień.2 Szukamy więc aprobaty wyrażanej za pomocą wirtualnych pochwał. Dlatego też publikując coś często podkolorowujemy rzeczywistość, bądź wyjaskrawiamy sytuacje. 

Dodatkowo, przeglądając podkoloryzowaną rzeczywistość publikowaną przez naszych znajomych, bądź obserwowanych celebrytów będziemy cały czas przeświadczeni, że inni mają lepiej. Wyjaśniłem już to, pisząc o paradoksie przyjaźni.

Kultura

W naszej europejsko-amerykańskiej kulturze największym marzeniem dzieciaków jest być kimś znanym. Za czasów mojego dzieciństwa większość marzyła o byciu aktorem, bądź piosenkarką, teraz większość marzy o tym by być influencerem. Co druga nastolatka w wieku 10-15 lat uznaje prowadzenie swojego kanału w mediach za atrakcyjne zajęcie zawodowe.3 Dla porównania, w Chinach najwięcej dzieci (co drugie) marzy o tym by zostać astronautą.4 Dodam tylko, że eksperci szacują, iż w pierwszym kwartale wzrost PKB Chin może wynieść aż 18,5%, zaś wnioski możecie wyciągnąć sami.

Bańki informacyjne

Korzystając z socjal mediów zauważyłem, że wpadłem w bańkę informacyjną. Większość tego, co trafiało na mój ekran było jakby szyte na miarę moich zainteresowań czy poglądów. Jako, że lubię mieć otwarty umysł i sprawdzać newsy z każdej strony (nie zawsze przychylnych mojemu światopoglądowi) łapałem się na tym, że nie mogę dotrzeć do treści, które obalałyby mój punkt widzenia. Przez to jedynie utwierdzałem się w moich przekonaniach, a tego nie lubię. Wolę krytycyzm i spojrzenie na wszystkie za i przeciw, tak, żeby zbudować swoją opinię na podstawie wszystkich przesłanek, także tych, z którymi się nie zgadzam.

Profilowanie

To profilowanie ma jeszcze jedną wadę. Cenię sobie wolność. Wydaje mi się, że nikt nie chciałby po wizycie w domu pogrzebowym oglądać setek reklam nagrobków i funeralnej konkurencji. Zaś profilowanie sprawia, że tak się właśnie dzieje. Kiedy reklamowałem tego bloga na Facebooku, mogłem bardzo precyzyjnie określić grupę odbiorców moich reklam, ze względu na wiek, płeć, zainteresowania i przekonania. 

Często w rozmowach powtarzam, że foliarze boją się „oczipowania”, jednak każdy z nich nosi przy sobie smartfon, który dostarcza niezgłębionej ilości informacji na temat naszej osoby. Dodatkowo wszyscy mają profile w mediach społecznościowych, które są niezgłębioną kopalnią wiedzy na temat każdego z nas. Już 8-9 lat temu popularne były pranki (czy też „eksperymenty społeczne),  w których obcy człowiek rozmawiał z ludźmi opowiadając o nich samych jedynie na podstawie informacji pozyskanych z ich profili społecznościowych, jak na filmiku poniżej:

Spokój

Po tym jak usunąłem się w cień odczułem większy spokój. Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale Facebook przeprowadza na swoich uczestnikach eksperymenty. W jednym z nich, w 2012 roku grupa naukowców w tajemnicy manipulowała treściami trafiającymi do użytkowników. Grupa 689 tys. odbiorców przez 7 dni otrzymywała jedynie złe informacje, a naukowcy badali wpływ na ich sposób zachowania. Nieprzyjemne treści wpływały tak, jakby przytrafiły się badanym w prawdziwym życiu, potęgując negatywne emocje.5 Tym bardziej, odcinając się od mediów odczułem większy spokój, podobnie jak wtedy, kiedy pozbyłem się telewizji.

Odcięcie od newsów

Idąc za ciosem, przestałem nagminnie śledzić newsy ze świata. To była dopiero ulga! Jest dokładnie tak, jak pokazały wyniki badań z akapitu powyżej. Kiedy jesteśmy narażeni na nerwowe artykuły, oczerniające nagłówki i złe wiadomości, odbija się to na naszym samopoczuciu i poziomie stresu. Nie byłem do końca przekonany, że tak jest, aczkolwiek po odsunięciu się od światopoglądowej wojny na Facebooku i medialnej nagonki newsów poczułem spokój.

Wtedy zadałem sobie pytanie, czy faktycznie potrzebujemy tych wszystkich wiadomości? Osobiście wystarczy mi przegląd co dwa – trzy dni, który dostaję od infopiguła.pl. Przecież kiedyś, w czasach kiedy nie było telewizji i prasy, ludzie też żyli. Nikt tego nie potrzebował do szczęścia. No właśnie, czy wiadomości dają nam szczęście? Szczerze w to wątpię.

Czas na książki

Zaoszczędzony czas przeznaczyłem na czytanie książek. Kiedyś zapytano jednego z najlepszych inwestorów na świecie – Warrena Buffetta, o to jaki jest klucz do sukcesu. Wskazał on wtedy na swoją biblioteczkę i powiedział, że wystarczy czytać 500 stron tego typu dziennie. Dodał później:

Tak działa wiedza. Gromadzi się. Każdy może to zrobić, ale gwarantuję, że niewielu spróbuje…

Nie jestem Warrenem Buffetem, ale w tym roku dobijam do 20 przeczytanych książek, co odczuwalnie przekłada się na poziom mojej wiedzy w różnych dziedzinach. Niby Internet gwarantuje nam szeroki dostęp do wiedzy, ale uwierzcie mi, że nie znajdziemy tam tyle ile w literaturze.

Chwile pomiędzy

Większość pewnie stwierdzi, że nie siedzi bitych dwóch godzin przed komórką, że to są krótkie chwile, pomiędzy innymi zajęciami. W moim przypadku było podobnie. Jednak teraz, czuję się bardziej skupiony i o wiele bardziej wydajny. Nic nie rozprasza mojej uwagi, a ja nie odczuwam presji do sięgnięcia i sprawdzenia „Co słychać?”. 

Czy było mi ciężko?

Tak, początkowo było mi ciężko. Sprawdzanie social mediów jest jakimś tam nawykiem, a więc można powiedzieć, że jest czymś na kształt uzależnienia. Dlatego, odstawienie jest podobne do odstawienia każdej innej używki. Łapałem się na tym, że chcę coś sprawdzić, ale nie mogłem, bo aplikacje były usunięte, podobnie jak większość moich kont. Wracałem więc wtedy do normalnego trybu życia. Z biegiem czasu, przyzwyczaiłem się do nowego stanu rzeczy, a co za tym idzie przyzwyczaiłem się do braku, który całkowicie przestał mi doskwierać. Teraz natomiast mogę powiedzieć, że czuję się wolny.

Spróbować wszystkiego

W swoim życiu zawsze starałem się spróbować wszystkiego, żeby sprawdzić, czy dana rzecz jest dla mnie, czy też przeciwnie. Mówiłem sobie „Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz”. Dlatego spróbowałem też wyizolować się tylko na próbę. Okazało się, że ta próba tak mi się spodobała, że postanowiłem nie wracać. 

Jak byłem nastolatkiem nie wyobrażałem sobie jak można żyć bez telewizji. Jako dorosły nie wierzyłem w to, że można żyć bez social mediów. Ale wiecie co? Bez tych zabieraczy czasu, można dostrzec wszystko co wartościowe wokół nas i postawić na relacje, które są naprawdę cenne.

1https://wearesocial.com/blog/2020/01/digital-2020-3-8-billion-people-use-social-media
2https://archiwum.edu.pl/Content/395830/Daria%20Sobczak.pdf
3https://www.polskieradio.pl/10/5367/Artykul/2699627,Bede-influencerem-Preferencje-zawodowe-polskich-nastolatkow
4https://ithardware.pl/aktualnosci/lego_zachodnie_dzieci_chca_byc_youtuberami_nie_chca_juz_latac_w_kosmos-9786.html
5https://www.cnet.com/news/how-facebook-conducts-experiments-on-your-emotions/
Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+