jeżynka - tata po rozwodzie - tataporozwodzie
Życie

Jeżynka

W miniony weekend wraz z rodziną uratowałem jedno życie.

Jeż

W niedzielę wraz z moją rodziną wybrałem się na spacer. Dzień był naprawdę upalny. Do tego stopnia, że aż ciężko się oddychało. Po przejściu kilu kilometrów Marcel krzyczy, że za ogrodzeniem przydrożnego zbiornika retencyjnego zobaczył jeża. Ja również zauważyłem jakieś zwierzę, tyle, że było wyjątkowo duże jak na jeża.

Za ogrodzeniem

Gdy podeszliśmy bliżej okazało się, że to nie był jeż. To pies. Wyjątkowo wyczerpany i zdecydowanie przegrzany. Pierwsza myśl – dać mu wody. Co prawda w zbiorniku retencyjnym było jej dość trochę, gdyż poprzedniego dnia była burza, jednak jego konstrukcja nie pozwalała psu na ugaszenie pragnienia. Gdyby nawet dostał się na dół, to już by się nie wydostał. Skąd wziąć wodę?

Woda

Obok drogi, w rowie nazbierało się jej trochę, tylko w czym ją przenieść? Całe szczęście, że my ludzie jesteśmy takimi śmieciarzami. W trawie przy asfalcie znalazłem starą butelkę. Przeciąłem ją na ostrej krawędzi krawężnika, tak, że kształtem przypominała niewielką miskę. Z kałuży nabrałem wody, jednak pojawił się kolejny problem – jak dać ją psu? Przecież teren był ogrodzony.

Wandalizm

Znalazłem w sobie pierwiastek wandala. Wyrwałem drut napinający z przelotki na jednym ze słupków, przez co udało się dźwignąć siatkę na tyle, aby przełożyć prowizoryczną miseczkę. Pies rzucił się na nią łapczywie. Opróżnił ją w mgnieniu oka. Napełniłem kolejną i podałem zwierzęciu. Jednak to nie załatwiało sprawy.

Pozbycie się problemu

Pies wciąż był uwięziony i trzeba było mu pomóc. Widać było, że znalazł się tam wbrew swojej woli. Na plecach miał krwawe otarcia i jego ogólny stan wskazywał na to, że ktoś w bestialski sposób przerzucił go przez ogrodzenie. Potem zostawił, aby nie zdołał się wydostać i tam zdechł. Został wykonany telefon na straż miejską.

Straż miejska

Chcieliśmy, aby straż miejska podjęła interwencję. Skontaktowała się z właścicielem zbiornika, czyli wodociągami oraz hyclem, który złapałby psa. Oczywiście strażnik dyżurujący przyjął zgłoszenie i powiedział, że zajmie się sprawą. W międzyczasie postanowiliśmy zadzwonić do pobliskiego schroniska. Te znajdowało się kilka kilometrów od miejsca, w którym aktualnie byliśmy. Pomyśleliśmy, że być może kiedy strażnik zdzwoni się z wodociągami, hycel już będzie w drodze.

Telefon do schroniska

Pani w schronisku powiedziała, że niestety, ale schronisko nie posiada samochodu, ale jeśli dotransportujemy tam psiaka to się nim zajmą. Powiedziała nam coś jeszcze. Że miasto podpisało umowę z hyclem, która mówi, iż ten świadczy usługi od poniedziałku do piątku. Dodała, że straż miejska doskonale o tym wie i powinna nas o tym poinformować. Oznaczało to, że pies będzie zamknięty do kolejnego dnia, czego najprawdopodobniej nie przeżyje.

Telefon do straży miejskiej

Po kolejnym telefonie do straży miejskiej dyżurny potwierdził słowa pracownicy schroniska. Nie mieli możliwości wyciągnięcia psa i zapewnienia mu pomocy. Tylko po co nas zwodzili? Nie wiem. Strażnik powiedział, że kontaktował się z przedsiębiorstwem wodnym, aby zobligować je do otwarcia. Wodociągi jednak nie miały w tym czasie pracownika terenowego. Najprawdopodobniej sprawa przeciągnęłaby się w czasie do poniedziałku, co jak już pisałem sprawiłoby, że pies by nie żył.

Decyzja

Należało więc podjąć decyzję co dalej.  Podnieśliśmy siatkę i staraliśmy się zachęcić psa, by przeszedł pod ogrodzeniem. Psina była jednak zbyt wyczerpana, aby przekroczyć dziesięciocentymetrowy betonik. Okrążyłem więc obiekt sprawdzając, czy istnieje jakieś miejsce, przez które udałoby mi się dostać do środka. W jednym miejscu siatka była częściowo rozplątana. Rozplątałem ją do tego stopnia, że udało mi się przedostać. Powoli podszedłem do zwierzaka, aby sprawdzić czy jest agresywny.

Uwaga zły pies

Na ogrodzeniu nie znajdowało się takie ostrzeżenie, jednak zdezorientowane i wyczerpane zwierzę należy traktować z największą dozą nieufności. Nigdy nie wiadomo jak się zachowa.

Przypomniało mi się jak kilka lat temu widziałem pewną parę, która po potrąceniu jelenia siedziała obok konającego zwierzęcia głaszcząc je po głowie. Niestety, ale dzikie zwierzę nie rozumie tego typu troski okazywanej przez człowieka. Ten wydawałoby się dobroduszny gest po pierwsze wywołuje stres u zwierzęcia, a po drugie jest niebezpieczne dla człowieka. Gdyby owy jeleń dostał nieco sił mógłby zaatakować parę, aby chronić swoje życie.

Mając w pamięci tamtą chwilę zbliżałem się do psa bardzo powoli. Wyciągnąłem do niego rękę, aby sprawdzić jego reakcję. Psina jednak odwróciła się na plecy okazując zaufanie. Pogłaskałem ją. Potem delikatnie podniosłem. Nie miała siły stać na nogach.

Uwolnienie

Na zewnątrz dwóch zaczepionych chwilę wcześniej mężczyzn trzymało siatkę ogrodzenia podnosząc na około pół metra. Trzymając psa pomogłem mu przejść (przełożyłem go) pod ogrodzeniem. Sam przeszedłem po drugiej stronie, przez dziurę, którą wcześniej zrobiłem. Szybko wróciłem do rodziny, która czekała przy wyczerpanym psie. Teraz trzeba było się zastanowić w jaki sposób dotransportować psa do schroniska.

Droga

Sprawdziłem, czy pies pozwoli mi się wziąć na ręce. O dziwo tak. Wziąłem więc te kilkunastokilogramowe zwierzę na ręce i z ulgą ruszyłem do domu, gdzie mieliśmy wsiąść w samochód i zawieźć go do schroniska. Już w połowie drogi byłem cały spocony, jednak uśmiech ulgi nie schodził mi z ust. Wiedziałem, że najgorsze już za nami. Pies chyba też odczuwał ulgę, co widać na poniższym zdjęciu.

W schronisku

Pracownica schroniska po wstępnych oględzinach powiedziała, że na pewno miał on właściciela. Było bowiem widać, że próbowano przycinać mu sierść, jednak z pewnością jego pan nie troszczył się o niego. Karmiono go nieodpowiednio, przez co miał nadwagę i być może się nad nim znęcano. W to akurat nie wątpiłem, przecież od tak nie skazuje się żywej istoty na śmierć. Pies od kilku dni był uwięziony.

W schronisku pierwszym co zrobiono było napojenie i nakarmienie psa. Po tym cudownie odzyskał siły. Pani założyła mu, a raczej jej (to była suczka) obrożę i smycz. Marcel zaczął z nią spacerować, zaś pracownica spytała, czy mamy dla niej jakieś imię. Jednoznacznie stwierdziliśmy, że musi nazywać się Jeżynka, bo przecież została pomylona z jeżem.

Wakacje

To nie był pierwszy raz, kiedy na własne oczy widziałem jak ktoś pozbył się zwierzęcia. Jak byłem jeszcze dzieckiem mój ojciec wrócił skądś z psem na rękach. Wtedy też ktoś się go pozbył przywiązując do drzewa w lesie. Był tak przywiązany przez kilka dni. Zazwyczaj ludzie pozbywają się zwierząt w okresie wakacyjnym, kiedy okazuje się, że jest ono przeszkodą w wypoczynku, gdyż hotel albo nie zgadza się na pobyt zwierząt albo liczy sobie za ich pobyt jak za złoto.

Odpowiedzialność

Przyjęcie psa pod swój dach to bardzo odpowiedzialna decyzja. Można zdecydowanie porównać ją do decyzji o dziecku. To również jest życie, którym musimy się zająć. Z tym, że z dzieckiem możemy wejść chociażby do sklepu, czy pojechać na wczasy.

Dlatego apeluję, aby wszyscy decydujący się na zwierzę(niezależnie jakie) podjęli właściwą i słuszną decyzję. Tak jak nie każdy nadaje się na bycie rodzicem, tak nie każdy nadaje się na właściciela psa. Pies to nie zabawka, którą można się pobawić tylko przez chwilę. Pies to również wyrzeczenia i koszty – na przykład te związane z jego leczeniem.

Od pani ze schroniska dowiedzieliśmy się, że trafia tam wiele rasowych psów, które okazują się być chore. Ludzie, którzy zdecydowali się na ich posiadanie nie pomyśleli bowiem wcześniej, że pies, tak samo jak człowiek może zachorować, jednak jego leczenie nie jest refundowane.

Please follow and like us:
error

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+