Najcenniejsze co mogę dać to czas - tata po rozwodzie
Przemyślenia

Najcenniejsze co mogę dać to czas

Gdybym Wam powiedział, że dziś jest ostatni dzień Waszego życia, a jutra nie będzie, to co byście zrobili?

Marcin, najcenniejsze co mogę ci dać to mój czas

Kiedy słowa te wypowiedziała do mnie koleżanka z pracy, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zgodziłem się z nią. Mało tego, później, kiedy bardziej dogłębnie się zastanowiłem, stwierdziłem, że faktycznie, w naszym życiu nie ma nic cenniejszego od czasu. Dlaczego?

Oddaj mi pół swojego życia.

Czas dzielimy. Nie można go pomnożyć.

Pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Podejrzewam, że każdy miał w swoim życiu okres, gdy był na plusie i na minusie. Każdy doświadczył przypływu gotówki i jej braku. Pieniądze mają to do siebie, że zawsze może być ich więcej. Nie ma możliwości, żeby mieć ich na tyle dużo, by nie można było mieć jeszcze więcej. Zawsze można. Pieniędzy można mieć więcej, miłości można mieć więcej, przyjaciół można mieć więcej, wszystkiego można mieć więcej, oprócz czasu. Zaś my kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że mamy go tak niewiele. Mamy złudne przekonanie, że śmierć nas nie dotyczy, że przyjdzie ona za ileś tam lat. Czy wydaje Wam się, że dziś umrzecie? Z pewnością nie.

Musimy założyć, że jutra nie będzie

Gdybym powiedział Wam, że dziś umrzecie, dziś wieczorem, to jak spędzilibyście ten dzień? Scrollowalibyście Facebooka, albo Instagram? Oglądalibyście Dlaczego Ja?, albo Mam Talent? Co byście zrobili? 

Musimy założyć, że jutra nie będzie. Musimy mieć świadomość, że dziś prawdopodobnie jest ostatnim dniem naszego życia. Co zrobimy? Na co przeznaczymy ostatnie minuty i godziny? Odpalimy Playstation? A może powiemy swoim rodzicom, że ich kochamy, albo partnerce, partnerowi? Zabierzemy ich na wycieczkę, szczerze porozmawiamy?

Moja mama zmarła z dnia na dzień

Nie miałem zbyt dużo czasu, by się pożegnać. Nie miałem okazji powiedzieć wszystkiego co czuję. Miałem okazję jedynie przeprosić za wszystko to, co zrobiłem źle. Zrobiłem to w momencie, gdy ona była już nieświadoma. Kiedy umierała, podłączona do szpitalnej aparatury. I choć widziałem, jak podnosi jej się puls, kiedy wypowiadam moje słowa, to nie mogłem usłyszeć od niej żadnej odpowiedzi. Żałuję. Żałuję, że nie spędziłem z nią czasu inaczej, że nie wykorzystałem ostatniego roku, dwóch, albo pięciu. Tylko skąd miałem wiedzieć….

Skąd mamy wiedzieć?

Nie wiemy ile nam zostało. Ile zostało naszym bliskim, kiedy umrze ukochana nam osoba – syn, córka, mąż, mama, dziadek, babcia, albo my sami. Musimy założyć i być świadomi tego, że jutra może nie być. 

Mimo tego co napisałem wyżej nie lubię powiedzenia „żyj jakby jutra miało nie być”, bo gdybyśmy tak żyli to nie przejmowalibyśmy się konsekwencjami, a na świecie zapanowałaby anarchia. Włamywalibyśmy się do sklepów, mścilibyśmy się na naszych wrogach. Niestety, źle rozumiemy te słowa. Żyć tak, jakby jutra miało nie być to wykorzystać życie w stu procentach, to nie marnować tego, czego nie można wydłużyć, to mieć świadomość tego, że nie możemy powiększyć naszego życia ani o jeden dzień. Kiedy przyjdzie ten moment, nie będzie nam dane negocjować. Nie będziemy wtedy mogli poprosić o dzień więcej, o chwilę, ani o pięć minut. Czapka na głowę i do widzenia. Czas upłynął. Umieramy i koniec.

Żyć, jakby jutra miało nie być to wykorzystać życie w stu procentach.

Jak mamy żyć?

Na te etyczne pytanie odpowiedź jest prosta. Żyjmy tak, jakbyśmy jutro mieli się nie obudzić, jakby jutro miała umrzeć najbliższa nam osoba. Przeznaczmy więc czas – nasz największy skarb, na to co kochamy. Wykorzystajmy każdą chwilę, by powiedzieć najbliższym co do nich czujemy. Spójrzcie na mnie. Nie miałem szansy. Kiedy zorientowałem się co się stało było zbyt późno, bym mógł cokolwiek zmienić, wyprostować, nadrobić.

Czy warto tracić czas na kłótnie, których później żałujemy?

Pozostawię to bez odpowiedzi

Bajka

Na zakończenie opowiem Wam bajkę o pewnym chłopcu. Chłopiec miał na imię Jaś. Wieczorem, gdy leżał już w łóżku, choć powieki mu się kleiły robił wszystko, by nie zasnąć. Męczył się i walczył, by wydostać się z objęć Morfeusza. Kiedy usłyszał klekot kluczy i otwierający się zamek w drzwiach wystrzelił z łóżka jak poparzony. Nie zdążyły zaskrzypieć drzwi, gdy ten już przy nich stał.

  • Tato, tato ile zarabiasz na godzinę? -podekscytowany, wyrzucił z siebie, zanim jeszcze ojciec przekroczył próg domu.
  • To nie twoja sprawa! – wykrzyczał ojciec, po czym skarcił Jasia, że ten nie śpi o tak późnej porze.

Zasmucony chłopiec, położył uszy po sobie, odwrócił się na pięcie i wrócił do swojego pokoju. Ojciec jedząc kolację walczył z wyrzutami sumienia, że skarcił chłopca. Jaś jednak nie dał za wygraną i ukradkiem wyglądał zza framugi drzwi. 

  • Jasiu widzę cię. – powiedział ojciec. – 80 złotych, synu. Zarabiam 80 złotych. Dlaczego pytasz?

Chłopiec chwilę się zastanowił, po czym ściszonym głosem, powiedział:

  • Bo wiesz, tato, chciałbym żebyś mi dał 40 złotych.

Na ojca zadziałało to jak płachta na byka. „Jak on śmie zamiast przywitania prosić mnie o pieniądze!?” Po całodniowej irytacji w pracy przelał wszystkie swe żale na syna. Krzyczał po nim niemiłosiernie. Jaś uciekł do łóżka i nie odważył się już odezwać. Ojciec zaś wrócił do spożywania posiłku. Tym razem znów zaczęły nim miotać wyrzuty. Dotarło do niego, że syn przyjął ciosy wszystkich jego niepowodzeń w ciągu tego dnia. „Być może, potrzebuje te pieniądze na coś ważnego…” rozmyślał. Odłożył więc sztućce i udał się do sypialni chłopca. Po drodze, wyjął ze skórzanego portfela dwa, dwudziestozłotowe banknoty.

  • Synu, śpisz już?
  • Jeszcze nie, tato.
  • Proszę weź te pieniądze.

Chłopiec dźwignął wtedy ciężką puchową poduszkę, pod którą trzymał wiele monet. Ojciec, gdy to zobaczył znów wpadł we wściekłość.

  • Po co ci tyle pieniędzy, skoro masz już tak dużo?! – syknął poirytowany.

Jaś tym razem, nie zważał już na słowa ojca. Liczył wszystko co miał. Po chwili wziął garść monet i banknotów w swoje małe dłonie. Monet było tak wiele, że wysypywały się między jego palcami. Położył wszystko na kolanach ojca, po czym powiedział:

  • Tatusiu, uzbierałem osiemdziesiąt złotych, a mówiłeś, że tyle kosztuje godzina twojego czasu. Czy mógłbyś jutro wrócić szybciej i zjeść z nami kolację?
  • Przepraszam – odpowiedział ojciec, a w jego oku rozbłysła łza.

A co Wy byście zrobili, gdyby to był ostatni dzień Waszego życia?

Please follow and like us:
error

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+