Porażka - tata po rozwodzie
Sukces

Porażka

Poniosłem klęskę, odniosłem porażkę, przegrałem… Czy to koniec? Nie, to nie koniec. To początek. Przegrałem już niejeden raz i jest mi z tym dobrze! Dlaczego?

Porażka

Boimy się jej. Niektórzy nawet panicznie. Niestety, nikt nie pokazał nam jak radzić sobie z porażką. Od dzieciństwa jesteśmy uczeni, by odnosić jedynie sukcesy. Przegrana jest czymś złym, totalnie pejoratywnym, czego należy unikać jak ognia. 

Szkoła

Winna jest temu szkoła. Szkoła to najgorszy nauczyciel życia. Mówię to z całą powagą. Szkoła nie działa jak życie. Jest totalnie od niego oderwana. To właśnie tam wpaja się nam nieprawdziwy obraz tego, jak bolesna może być porażka. Oświata uczy jednego:

Albo jesteś perfekcjonistą, albo wypadasz z gry

Szkoła wymaga, abyśmy grali według jej reguł. Wpasowali się w klucz. Znali odpowiedzi, jakich oczekuje. Nie ma miejsca na kreatywność, czy inne ścieżki osiągnięcia wyniku. Jeśli odnosimy porażkę narażamy się na gniew nauczyciela czy ośmieszenie w grupie. To nie jest życie! W życiu jest całkiem na odwrót.

Dziecko

Przypatrzmy się dziecku, które uczy się chodzić. Ile razy upadnie zanim się nauczy? Sto? Dwieście? Niezliczona ilość porażek małego człowieka obraca się w sukces. To brak poddawania się i chęć osiągnięcia sukcesu, która jest wrodzoną ludzką cechą powoduje, że maluch zaczyna stąpać na dwóch nogach.

A teraz wyobraźmy sobie, że dziecko uczy się chodzić w placówce oświatowej. Pierwsza próba, dziecko upada. Bach! Niedostateczny. „Masz dwa tygodnie na poprawę”. W dwa tygodnie dziecko się nie nauczy i nagle okazuje się, że jest „zagrożone z chodzenia”. Tak nie wygląda życie!

Życie

To, że w szkole uczymy się jak zła i nieodwracalna jest porażka, odciska na nas piętno na całe dorosłe życie. Przez to boimy się porażki. Zaś lęk przed porażką podcina nam skrzydła i uniemożliwia odniesienie jakiegokolwiek sukcesu. Każdy człowiek, czy tego chce, czy nie odnosi porażki.

Ja również je odnosiłem i odnoszę. Mało tego, jestem całkowicie świadom tego, że będę je odnosił do końca życia. Czy jest mi z tym źle? Nie, wręcz przeciwnie – jestem na to przygotowany. Mógłbym nawet powiedzieć, że na nie czekam.

Moje porażki

Już sama nazwa tego bloga wskazuje na to, że przegrałem małżeństwo, a to tylko jedna z wielu przegranych. Kiedy patrzę na swoje stare zdjęcia przypominają mi się czasy, kiedy walczyłem ze słomianym zapałem, aby zrzucić kilka kilogramów – nadaremno. Za każdym razem, kiedy się brałem za dietę czy odchudzanie kończyło się to całkowitym fiaskiem. Efekt jo-jo sprawiał, że moja waga oscylowała grubo, powyżej stu kilogramów. 

Te zaniedbanie fizyczne miało przyczynę w lenistwie, z którym również walczyłem. Jednak… wolałem odpocząć zamiast wziąć się do roboty, co również przekładało się na późniejszą frustrację.

Nawiązywałem toksyczne relacje z ludźmi, z którymi nie powinienem tego robić. Po relacjach zostały jedynie długi do spłacenia, co również powodowało rozgoryczenie i zbędny stres.

Dodatkowo byłem zazdrosny i chciałem prowadzić takie życie, jakie prowadzą ludzie, których miałem za lepszych od siebie. 

Wymieniać tak mógłbym bez końca. To co powyżej, ale również wiele więcej, o czym nie będę już pisać, doprowadziło mnie do takiego momentu, kiedy stwierdziłem, że przegrałem życie.

Przegrałem życie

Na moim koncie nie było nic. Wróć. Na moim koncie było bardzo dużo, ale na minusie. Zostałem sam. Nie miałem ani dobrej pracy, ani dobrych ludzi wokół mnie. W zasadzie można by powiedzieć, że byłem na dnie. Jednak co się dzieje, gdy straci się wszystko? Gdy nie ma się nic, to można jedynie zyskać, bo nie ma się nic do stracenia. Zmądrzałem, wyciągnąłem wnioski. Zacząłem uczyć się na swoich błędach. Z porażek wyciągałem lekcje. Dlatego teraz w ogóle się ich nie boję.

Strata

Porażka wiąże się zawsze z dużą stratą. Czy to emocjonalną, psychiczną czy finansową. Jednak zawsze jest to strata. Dlatego się jej boimy.

Są ludzie, którzy idą na kurs prawa jazdy. Pierwszy niezdany egzamin jest dla nich wystarczającym powodem, by powiedzieć sobie „nie nadaję się do tego” i to olać.

Z drugiej strony mamy ludzi, którzy po niezdanym egzaminie sprawdzają jakie błędy popełnili, wyciągają wnioski i skupiają się na tym, aby feedback był dla nich lekcją. Po drugim, trzecim, a czasem i dziesiątym egzaminie okazuje się, że są dobrymi kierowcami, być może nawet lepszymi, niż ci, którzy zdali za pierwszym razem. Dlaczego? Otóż dlatego, że zwracają uwagę na wiele więcej błędnych zachowań za kierownicą.

To samo tyczy się rozmów o pracę, rozkręcania biznesu, nauki rysunku, śpiewu, czy czegokolwiek innego.  Aby być w czymkolwiek dobrzy musimy nauczyć się wyciągać lekcję z odniesionych klęsk. Pamiętajmy, że sukces to w 10% talent, pozostałe 90% to ciężka praca.

Porażka to wstyd

Jak już mówiłem, szkoła uczy nas, że porażka to wstyd. Jako uczniowie boimy się przyznać rodzicom do niezdanego egzaminu, czy nauczycielowi do niewiedzy. Boimy się wstydu, który jesteśmy zmuszeni udźwignąć. Odciśnięte w dzieciństwie piętno powoduje, że za bardzo przejmujemy się choćby najmniejszymi potknięciami. Co zrobić, by się nie przejmować?

Pozbądźmy się frustracji

Tak, łatwo powiedzieć. No jasne, że łatwo powiedzieć. Zrobić też nie jest trudno, tyle, że musimy zabrać się do tego od właściwej strony.

Otóż jesteśmy niezwykle sfrustrowani. Życie podsyca w nas negatywne emocje. Czy to z głośników radia, czy z ekranu telewizorów, czy też w Internecie. Podburzamy się nawzajem i denerwujemy na wszystko co się wokół dzieje.

Dlatego warto zacząć od małych kroków. Najpierw przestańmy przejmować się sprawami nieważnymi. Jest naprawdę mnóstwo błahych spraw, nad którymi później się nie zastanawiamy, a które wywołują w nas zdenerwowanie. Najpierw przestańmy się nimi przejmować. O czym mówię?

Mówię na przykład o źle parkujących kierowcach. Ze wściekłością przyklejamy im na szyby obraźliwe naklejki. Wyzywamy od najgorszych. Wystarczy przejechać się na parking przy cmentarzu w dniu Wszystkich Świętych, żeby się przekonać o czym mówię. 

Denerwujemy się na kolegów w pracy, na ludzi którzy głosują nie na tę opcję polityczną co my, na bogatych, na biednych, na przyjezdnych, na pogodę, pracę, na to, że w telewizji są zbyt długie reklamy. Denerwujemy się na wszystko, a szczególnie na to, na co nie mamy wpływu.

I to właśnie w tym miejscu powinniśmy się nad sobą zastanowić. Zrobić analizę i sprawdzić, ile jest takich spraw, które wywołują w nas frustrację, a na które nie mamy wpływu i co nam dają te nerwy. Moim zdaniem nic. 

Kiedy już przestaniemy się denerwować na głupoty, możemy zacząć bardziej nad sobą pracować.

Inni

Często jest tak, że nasze życie podporządkowujemy pod oczekiwania innych. Czy to rodziców, czy dziadków, czy też innych autorytetów. To błąd. 

Nie przejmujmy się rzeczami, których oczekują od nas inni.

Życie ma się tylko jedno. To nasze życie. Wasze jest Wasze, a moje jest moje. Nie może być tak, że będziemy swoje życie podporządkowywać pod oczekiwania innych. Ci ludzie kiedyś znikną i zostaniemy z tym sami.

Co z tego, że ojciec chce, żebyśmy zostali najlepszymi piłkarzami świata, skoro my uwielbiamy tańczyć? Czy kopanie w piłkę da nam kiedyś satysfakcję? Być może, ale częściej będziemy czuli frustrację spowodowaną tym, że nie wpasowujemy się w klucz wymagań ojca.

To powrót do zabijającej sukces szkoły. W życiu powinniśmy być egoistami. Dokładnie tak, jak to opisałemegoista jest nie tylko wartościowym rodzicem, ale również wartościowym człowiekiem.

Lekcja

Jeśli mamy problem z udźwignięciem się po porażce możemy użyć metody 5Whys. Już tłumaczę na czym ona polega. Otóż jest to metoda, która pozwala poznać prawdziwe źródło problemu. Polega ona na zadawaniu sobie pytań „dlaczego?”. Przykład.

Dostałem mandat
1. Dlaczego?
Ponieważ przejechałem na czerwonym świetle.
2. Dlaczego?
Bo zaspałem do pracy.
3. Dlaczego?
Gdyż nie zadzwonił mi rano budzik
4. Dlaczego?
Zapomniałem go wieczorem nastawić
5. Dlaczego?
Bo zasnąłem przed telewizorem.
6. Wniosek
Powinienem zadbać o właściwą porę snu.

Porażkę powinniśmy zawsze traktować jako lekcję. Jednak pamiętajmy, by uczyć się nie tylko na swoich błędach, ale przede wszystkim na cudzych.

Tu i teraz

Często porażka jest tak bolesna, gdyż patrzyliśmy zbyt daleko w planach. Jak mówiłem w poście o słomianym zapale to nie złapanie króliczka ma być przyjemne, a jego gonienie. W drodze do sukcesu, ta droga ma sprawiać nam przyjemność. Przegrana bowiem najbardziej boli wtedy, kiedy w myślach żyliśmy już kreacją życia z przyszłości, tego jak będzie wyglądało, kiedy już wygramy. Zaś to gra ma sprawiać nam frajdę i z niej powinniśmy czerpać przyjemność.

Paraliż przed sukcesem

Często jest jednak tak, że nie jesteśmy w stanie odnieść sukcesu, gdyż za bardzo boimy się porażki i tym samym odbieramy sobie możliwość choćby podjęcia jakiegokolwiek działania. Boimy się postawić pierwszy krok, bo widzimy nieuchronną klęskę, która wcale nie musi nadejść. Sami sobie podcinamy skrzydła.

Największym moim wrogiem jestem ja sam

Nie bójmy się strachu. Pamiętajmy, że strach odczuwamy jedynie przed niewiadomą. Kiedy wiemy co nas spotka, przestajemy się bać. Nie bez przyczyny wzięło się powiedzenie strach ma wielkie oczy. Spójrzcie.

Research

Zadajmy sobie sami pytanie. 

Co byśmy osiągnęli gdybyśmy się nie bali? 

Gdzie bylibyśmy teraz, co byśmy osiągnęli? Ile takich niespełnionych planów wywołuje w nas do dziś frustrację?

Kiedyś, w podstawówce podobała mi się dziewczyna. Nigdy nie zebrałem się na odwagę, by powiedzieć jej jak bardzo mi się podoba. Co byłoby, gdybym jej powiedział? Odrzuciłaby mnie, czy wręcz przeciwnie?

Takimi pytaniami, o niezrealizowane plany i pragnienia, możemy zadręczać się przez całe życie, a jak wiecie z tego postu, miałem w swoim życiu wiele niezrealizowanych planów.

Dlatego zamiast irytować się niezdobytą dziewczyną, lepiej jest zastanowić się „co zrobiłem nie tak?” „Dlaczego się nie odezwałem?” „Dlaczego brakło mi odwagi?”

Mając odpowiedzi na tego rodzaju pytania, jesteśmy w stanie nie popełniać błędów w przyszłości.

Podnieść się po porażce

Bywa jednak, że porażka jest naprawdę trudna do przepracowania i niezmiernie bolesna. Szczególnie wtedy, kiedy dzieje się ona nie z naszej przyczyny.

Mówię na przykład o śmierci bliskiej osoby. W takim przypadku, najlepiej jest zrobić to, co opisałem w tekście „Kiedy powiedzieć sobie dość?”. Mam na myśli planowanie najbliższej przyszłości w sposób aktywny, tak aby nie utonąć w bagnie własnych pytań i przypuszczeń. Zacznijmy planować kolejne dni po porażce. Zaplanujmy sobie najbliższe dni, tygodnie, czy nawet miesiące.

Nie myśląc o porażce, być może uda nam się rykoszetem odnieść sukces. 

Sukces to suma porażek

Aby odnieść sukces musimy odnieść porażkę, a nawet wiele porażek. Droga do sukcesu jest długa i wyboista. Aby odnieść sukces musimy nieraz upaść, ale najważniejsze jest by się dźwignąć i iść dalej. Jest wielu ludzi, którzy nie poddali się porażce. Opisałem ich tutaj. Jednak pozwólcie, że wspomnę o innych:

  • J. K. Rowling próbowała wydać Harrego Pottera, aż u 12 wydawców[1], którzy ją odrzucali. Mało tego, po studiach odniosła, jak sama stwierdziła „epicką porażkę”. Jej wyjątkowo krótkotrwałe małżeństwo się rozpadło, była bezrobotną, samotną matką, a jedynym sukcesem było to, że nie była bezdomna. 
  • Steve Jobs został zwolniony z Apple[2]. W 1985 roku ówczesny prezes wdał się w konflikt z Jobsem, w wyniku czego, Apple aż 10 lat funkcjonowało, bez swojego założyciela i twórcy. Czy Apple byłoby tą samą firmą, gdyby Jobs się poddał? Wątpię.
  • Michael Jordan sam powiedział[3]: „Nie trafiłem więcej niż 9000 razy. Przegrałem prawie 300 meczów. 26 razy powierzano mi decydujące rzuty, których nie trafiałem. Przegrywałem raz za razem. Dlatego właśnie odniosłem sukces.”
  • Jack Ma, założyciel Alibaba.com nie dostał pracy w 30 miejscach[4], nawet w KFC. Dziś jego majątek przekracza 40.000.000.000 dolarów, a on sam jest 17-tym najbogatszym człowiekiem na świecie. 

Głowa do góry

Planowałem naprawdę wiele rzeczy, których nie osiągnąłem, gdyż brakło mi odwagi. Ile? Nie wiem, być może setki. Ale nie wyszło. Czy się załamuję? Nie. Jestem optymistą i internalistą. Każdą porażkę traktuję jak lekcję. Wyciągając naukę, nie popełniam po raz kolejny tego samego błędu. Dzięki temu, każda porażka sprawia, że jestem lepszym człowiekiem. Dzięki sumie wszystkich porażek jestem w miejscu, w którym jestem. Bo sukces to nie szczęście. Sukces to suma odniesionych porażek.


[1] https://riseupeight.org/jk-rowling-harry-potter-books/
[2] https://www.businessinsider.com/steve-jobs-apple-fired-returned-2017-7?IR=T
[3] https://www.brainyquote.com/quotes/michael_jordan_127660
[4] https://www.cnbc.com/2019/10/21/why-jack-ma-says-hed-never-get-a-job-at-alibaba-today.html
Please follow and like us:
error

4 komentarze

  • Rafał

    Człowiek bardzo często zapomina takiego prostego, ale jakże pięknego sposobu myślenia dzieci, o którym pisałeś. Nie poddawać się, dążyć do tego czego się pragnie, tak, jakby nic innego się nie liczyło. Dobrze jest być ojcem 🙂
    P.S. Dzięki za metodę 5Whys – nie znałem, a jest super.

    • Marcin

      Dzieci zachowują się naturalnie. To my, dorośli często działamy wbrew własnej naturze, działając pod wpływem kodu kulturowego. Oczywiście ma to swoje zalety i wady.
      Metodę 5Whys zapożyczyłem z Lean Management. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby w życiu osobistym korzystać z narzędzi biznesowych. Szczególnie jeśli te się sprawdzają 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+