Słomiany zapał - tata po rozwodzie
Rozwój osobisty

Słomiany zapał

Kiedyś miałem setki wspaniałych pomysłów. Każdy genialny, każdy niepowtarzalny, każdy wart miliony. Tylko co z tego? Co z tego, skoro żadnego nie zrealizowałem?

Przeszłość

Chciałem być magistrem filozofii. Miałem być kierowcą TIRa. Podróżować ulicami Europy i zarabiać, jak na moje ówczesne wymagania, mnóstwo pieniędzy. Chciałem prowadzić firmę i fundację.

Z firmy nic nie wyszło, z fundacji został tylko statut i niedokończona strona WWW. W prawie jazdy mam wbitą jedynie kategorię B. A jeśli chodzi o filozofię, to rzuciłem edukację na rzecz pracy, której, o ironio, nie dostałem. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać, bo tych planów były setki. Z tym, że każdy spalił na panewce. Wszystko, przez mój słomiany zapał.

Teraz

Od roku prowadzę tego bloga. Jestem w tym systematyczny. Staram się trzymać postanowienia i dodawać 4 posty miesięcznie. Od 2017 roku niemal codziennie ćwiczę. Skończyłem pisać książkę, którą właśnie koryguję. Wróciłem na studia. Zmieniłem jedynie ich profil na taki, który byłby merytorycznym fundamentem pod pisanie tego bloga. Założyłem kolejny profil na Instagramie, na którym dzielę się napisaną poezją. Ponadto dziennie przez pół godziny czytam i robię mnóstwo innych rzeczy. Co się stało, że tak się zmieniłem?

Podcinanie skrzydeł

Żyjąc w małżeństwie często wydawało mi się, że moja, wtedy jeszcze żona podcina mi skrzydła. Większość pomysłów konstruktywnie krytykowała. Wtedy myślałem, że podcina mi skrzydła, ale ona zwyczajnie wiedziała, że i tak nic z tego nie wyjdzie. Byłem, takim typowym facetem z żartów:

Jak mężczyzna powie, że coś zrobi, to to zrobi. Nie trzeba mu przypominać co pół roku.

Z tym, że ja mimo przypominania co pół roku i tak tego nie robiłem. Zwyczajnie mi się nie chciało. Dlatego też rozumiem doskonale, dlaczego sceptycznie podchodziła do moich pomysłów. Wiedziała, że dużo mówię, a mało robię. 

Czyny, nie słowa

Dziś słowa mają dla mnie niską wartość. Kiedyś natrafiłem na taką wypowiedź:

Ludzie się dziwią, kiedy im mówię, że mam trójkę dzieci, każde poniżej 5 lat i wychowuję je sama, pracując na trzy etaty, dodatkowo studiując zaocznie. Mogę wszystko. Nie ma rzeczy niemożliwych, kiedy kłamiesz.

Słowa, to tylko słowa. Można każdy fakt przedstawić w dwojaki albo trojaki sposób. Nie wierzycie? Wystarczy zobaczyć Wiadomości na TVP, Fakty na TVN i Wydarzenia na Polsacie. Jeden fakt, a dwie albo trzy wersje jego przedstawienia. Chcecie coś z życia? To łapcie – kiedyś powiedziałem „[…] i że cię nie opuszczę, aż do śmierci”. Acha, pewnie. Słomiany zapał.

Dziś liczą się dla mnie czyny. Personalnie wolę działać niż mówić. Słowa, to wciąż tylko słowa.

Słomiany zapał

To entuzjazm, który jest krótkotrwały. Snopek słomy pali się olbrzymim ogniem, tyle, że nie daje dużo ciepła – jest ulotny i krótki. Weźmy jakiś przykład. O, wymyślimy sobie, że chcemy schudnąć. Kupujemy najlepsze buty, dres, bidon, odżywki, miesięczny karnet na siłownię. Mamy cały zestaw. Kiedy już wydaliśmy kupę pieniędzy na przygotowania nie udało nam się nawet zapukać do drzwi klubu fitness. Dlaczego tak się dzieje?

Wybieramy zły cel

Osoby cechujące się słomianym zapałem błędnie koncentrują się na wybranym celu. To nie drogie buty ani termoaktywny dres będzie ćwiczyć, tylko my sami. Jasne, łatwiej jest iść do sklepu i kupić potrzebne rzeczy. To nie jest bowiem związane z wysiłkiem. Dlaczego zabieramy się do tego ze złej strony? Powód jest jeden. Skupiamy się na wyniku, a nie na drodze, którą musimy przebyć. Patrzymy na zdjęcia ludzi po metamorfozach i chcemy też tego dokonać. Ale z tymi zdjęciami jest tak, że łatwiej się nie patrzy, aniżeli rusza cztery litery. 

metamorfoza - tata po rozwodzie

Wybierając swoją drogę i cel, który chcemy osiągnąć nie możemy całej uwagi skupić na tym celu.

Cel

Chcąc zostać kierowcą TIRa skupiałem się na tym jak to będzie, kiedy będę już jeździł. Jak wyposażę swoją kabinę, co wezmę w drogę etc. Kiedy myślałem o handlu kryptowalutą widziałem siebie obracającego sumami za którymi będzie się rozciągał szlaczek zer. Myślałem o prywatnej wyspie, jachcie i luksusach. Zapominałem w tym wszystkim o jednym – o drodze jaką trzeba przebrnąć.

Droga

Finalny efekt powinniśmy mieć w głowie, to mimo wszystko jest bardzo ważne. Jednak oprócz tego efektu powinniśmy przede wszystkim zastanowić się nad drogą. Ta droga, bowiem jest naszym najważniejszym celem. To ona zajmie nam najwięcej czasu. Na tym etapie warto się zastanowić, czy chcemy tę drogę wybrać. Zmienić swoje życie, porzucić dotychczasowe nawyki, na rzecz nowych, które musimy wypracować i z którymi niekoniecznie będzie nam komfortowo. 

Uwarunkowanie

Kiedyś dotarłem do badań psychologicznych[1], które mówiły, że osoby, które mają słomiany zapał są tak uwarunkowane. Moim zdaniem to bzdura. Totalna bzdura. Jestem tego pewny, bo sam taki byłem, a zmieniłem się o 180°. Jak tego dokonałem? W bardzo prosty sposób. Zredefiniowałem swoje cele. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że zrobiłem to całkowicie nieświadomie.

Przeprofilowanie celu

Zostańmy w temacie siłowni. Zamiast kupować karnet, buty czy dres wybrałem inną drogę. Stanąłem nogami na stopach orbitreka, w dłonie pochwyciłem uchwyty i zacząłem się ruszać. Chciałem osiągnąć jedno – wykonać 10-cio minutowy trening. Wiem, jak to komicznie brzmi, ale nie miałem siły, by zrobić cokolwiek więcej. Po skończonych ćwiczeniach byłem z siebie dumny, ale jednocześnie w mojej głowie pojawił się kolejny cel – wykonać trening następnego dnia. Kiedy orbitrek się rozsypał zapragnąłem mieć nowy sprzęt do ćwiczeń. Nie najdroższy i o najlepszych parametrach. Wręcz przeciwnie, był to najtańszy wioślarz jaki udało mi się znaleźć na OLX. Stary, z przetartym siedzeniem. Był wystawiony za 120 zł. Udało mi się jednak wytargować go za 50 zł. Ale wiecie co? Ten stary, zniszczony wioślarz jest ze mną do dziś. 

Mimo, że na początku tego roku schowałem go do garderoby i zapisałem się na siłownię. Chodząc tam byłem skrupulatny i nie było tygodnia, żebym nie zajrzał tam co drugi dzień. Niestety, pandemia pokrzyżowała moje plany. Dlatego znów wyciągnąłem swój styrany sprzęt i wróciłem do starego trybu. Teraz powrót do ćwiczeń w domu nie był żadnym wyzwaniem – nie patrzę już na odległy cel, tylko skupiam się na małych krokach.

Test cukierka

Czy brak słomianego zapału może skutkować sukcesami edukacyjnymi, lepszym zdrowiem, bardziej wartościowymi relacjami międzyludzkimi i ogólnie lepszym życiem? Choć brzmi to abstrakcyjnie to owszem, tak. 

Walter Mischel przeprowadził „test cukierka”. Badał grupę dzieci. Przed każdym położył cukierek. Powiedział, że jeśli dziecko nie zje go przez kwadrans to dostanie drugiego.[2] Dzieci, którym udało się oprzeć pokusie, w przyszłości (badanie trwało 30 lat) wiodły lepsze życie, nacechowane tym wszystkim co wymieniłem powyżej.[3] Jak to się ma do słomianego zapału? Otóż test cukierka jego analogia. Jeśli można przekuć go w upór i zawziętość, równie dobrze można zmienić całe swoje życie na lepsze.

Przyznajmy się

Pierwszym co należy zrobić, by walczyć ze słomianym zapałem, to uświadomić sobie, że się go ma. To nie zły los, nieszczęścia, niesprzyjające warunki sprawiają, że z naszych planów nic nie wychodzi. To my sami. Musimy stanąć przed lustrem i powiedzieć samym sobie „Nie jestem ideałem. Daleko mi do doskonałości. Nie potrafię doprowadzić swoich spraw do końca”. 

Nawet najdoskonalsza wymówka nie sprawi, że osiągniesz swój cel.

Zasada małych kroków

Pamiętacie tak często przeze mnie wspominaną zasadę małych kroków? To jest jedyny sposób na poradzenie sobie ze słomianym zapałem. Zasada małych kroków to przeprofilowanie celu. Im mniejsze kroki tym łatwiejsze do osiągnięcia. 

Powiedzmy, że chcemy przepłynąć 300 metrów kraulem. To nasz odległy cel. Aby to zrobić nie kupujemy najdroższego czepka i nie golimy całego ciała, by zminimalizować opory hydrodynamiczne. Nic z tych rzeczy. Musimy zabrać się do sprawy inaczej. Na samym początku nauki nic nam nie da zmniejszenie oporów wody. Najpierw musimy się odważyć do niej w ogóle wejść. To nasz pierwszy krok. Wejście do wody, po którym nastąpi zanurzenie. Potem zaczynamy uczyć się pływać. Najpierw z piankowym makaronem do pływania, potem samodzielnie. Następnie poznajemy podstawowe style pływackie. Potem uczymy się pływać kraulem. Kiedy się nauczymy i będziemy w tym dobrzy możemy myśleć o drogich akcesoriach czy oporach wody.

Siła nawyku

Kupowanie akcesoriów i skupianie się na finalnym celu to nic innego jak prekrastynacja. Co to oznacza? Ano nic innego, że oddalamy się od tego celu, zajmując się sprawami nieistotnymi, zamiast skupić się na konkretach. Chcąc rozpalić w sobie prawdziwy ogień, zamiast tego słomianego, nie możemy dać jej się pochłonąć. Musimy przewartościować swoje życie. Tylko jak?

Kiedyś usłyszałem fajną poradę na temat tego jak wprowadzić nowe nawyki do swojego życia. Wystarczy codziennie o wyznaczonej porze wykonać jakąś czynność. Na przykład zrobić dwa przysiady o godzinie 18:00. Wydaje się proste, prawda? Sprawa zaczyna się komplikować, kiedy jesteśmy na romantycznej kolacji, w kinie albo kościele. Jednak skrupulatność to skrupulatność, a słowo dane samemu sobie powinno być twarde jak skała.

10 kroków do zabicia słomianego zapału

  1. Określenie małej, aczkolwiek pożytecznej rzeczy do zrobienia codziennie. Czegoś co zajmie nam maksymalnie 5 – 10 minut.
  2. Trzymanie się postanowienia przez miesiąc.
  3. Ustalenie dodatkowej, małej rzeczy do zrobienia. 
  4. Trzymanie się postanowień przez kolejny miesiąc.
  5. Dodawanie kolejnych czynności.
  6. Odpowiedzenie sobie na pytanie „Co mi te czynności dają?”
  7. Weryfikacja, które są ważne, a które nie.
  8. Określenie dalekosiężnego celu, który chcemy osiągnąć.
  9. Wykonanie planu jego osiągnięcia, złożonego z jak najmniejszych kroków.
  10. Skrupulatność w trzymaniu się planu.

Rutyna

Jeśli jesteśmy już skrupulatni i brniemy do celu, nie możemy sobie pozwolić, by zniszczyła nas rutyna, albo zaślepienie przez cel.

Cel nie uświęca środków

Nie wspomniałem o tym pisząc o pasji, dlatego napiszę tutaj. W naszym życiu najważniejsze są relacje. Nic materialnego ani personalnego nie da nam tyle szczęścia co relacje. To, dlatego ludzie kupują rzeczy, które w teorii mają wzbudzić podziw u innych. Wydaje im się, że dzięki temu zdobędą szacunek, ale to błąd. Co najwyżej wzbudzą destrukcyjną dla relacji zazdrość

Prawda jest taka, że człowiek jest stworzeniem stadnym i to zadbane relacje, oparte na szacunku prowadzą do szczęścia. Dlatego oddając się pasji, czy poświęcając celowi należy pamiętać, aby nie krzywdzić przy tym innych.

Jeśli zaś mowa o rutynie to jest ona niezwykle szkodliwa. Tak w związku, jak i w życiu.  Musimy stale weryfikować, czy nasze działania są pożyteczne i prowadzą do celu, czy też to co wykonujemy jest jedynie sztuką dla sztuki.

Do roboty!

Teraz odłóżmy telefony, komputery czy tablety, wyrzućmy telewizory wyłączmy konsole i weźmy się do pracy. Kto ma spełniać swoje marzenia, jak nie my? Pamiętajcie o jednym:

Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia


[1] Niestety nie potrafię odnaleźć źródła
[2] https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1752758,1,nowy-test-cukierka-czyli-dlaczego-warto-powtarzac-badania-naukowe.read
[3] https://www.britannica.com/biography/Walter-Mischel

Please follow and like us:
error

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+