Wstyd - tata po rozwodzie
Porady

Wstyd

To niesamowicie destrukcyjna emocja. Bywa, że przeżywamy ją latami. Czasem prowadzi do tragedii. Co zrobić by jej nie odczuwać i dlaczego tak często wpędzamy własne dzieci w poczucie wstydu?

Wstyd nie jest wrodzony

Czy wiecie, że wstyd nie jest emocją wrodzoną? Jest wyuczony, albo mówiąc inaczej – nabyty. Wstyd jest niczym innym jak reakcją na niewpasowanie się w dany kod kulturowy. Bez innych ludzi nie jesteśmy w stanie przeżywać wstydu. Zdziwieni? Dzikie zwierzęta nie odczuwają wstydu. Za to już psy, tak. Jednak odczuwają go jedynie przed swoim właścicielem. Dlaczego te czworonogi odczuwają wstyd?

Profesor Brené Brown powiedziała, że wstyd jest lękiem przed zerwaniem poczucia więzi i przynależności do grupy bliskich nam osób.[1] Kiedy zrobimy coś, co nie spełnia oczekiwań lub coś co mogłoby zburzyć więź pojawia się lęk. Przez to zaczynamy się zastanawiać czy zasłużyliśmy na bliskość. Nasze niedoskonałości sprawiają, że obawiamy się braku akceptacji.

Nie można go zapomnieć

Czasem w naszym życiu przytrafiają się sytuacje, których nie potrafimy zapomnieć. Mówi się, że z biegiem czasu pamiętamy jedynie te dobre chwile, a jednak wstyd często ciągnie się za nami przez długie lata. Przypominając sobie niechlubną sytuację często znów przeżywamy ją na nowo i jest ona wciąż tak samo bolesna.

Kiedyś na weselu mojej znajomej, koleżanka złapała welon. Ja zaś uwielbiałem łapać krawat i byłem w tym naprawdę dobry. Dlatego też kiedy złapałem go na tamtej imprezie za nic nie chciałem popuścić wygranej. Pech chciał, że razem ze mną złapał go narzeczony dziewczyny, której udało się złapać welon. Jakież romantyczne byłoby, gdyby razem mogli zatańczyć. Wszak kolejnym weselem było ich własne. Ale nie, w końcu ja chciałem wygrać. Szarpałem się więc z chłopakiem, po czym wyrwałem go z jego rąk z pełnym impetem. Wiem, było to głupie i chamskie, ale wtedy o tym nie myślałem. Wtedy chciałem jedynie wygrać. To jedna z tych wstydliwych chwil, które przeżywam za każdym razem kiedy tylko o niej wspominam. Podejrzewam, że oni nie pamiętają już tej sytuacji, zaś ja w dalszym ciągu ją rozpamiętuję.

Jestem zły

Wstyd każe nam myśleć o sobie „jestem zły”. Jest hamulcem dla rozwoju poczucia własnej wartości, akceptacji samego siebie i pewności. Niestety często mylimy wstyd z poczuciem żalu, przez co wpędzamy w poczucie wstydu nasze dzieci. Czym różni się poczucie żalu od wstydu?

Wstyd to myślenie „jestem zły”, zaś poczucie żalu to „źle to zrobiłem, chcę się poprawić”.

Niestety, ale wpędzanie w poczucie wstydu to jedna z form emocjonalnej manipulacji dzieckiem. Nie dotarłem do żadnych badań, które potwierdzałyby jakiekolwiek pozytywne skutki doświadczania wstydu. Nie sprawia on, że będziemy robić coś lepiej albo się udoskonalimy. Przeżywając go doświadczamy osamotnienia, wyalienowania i wyobcowania. Jedyne czego pragniemy to odzyskanie przynależności i godności.

Wstydzimy się siebie

Często wstydzimy się swoich cech, wyglądu, czy choćby biedy. Boimy się na przykład wyjść w stroju kąpielowym na plażę. Wstyd nam podjechać starym samochodem na parking przy sklepie. To błąd. Bardziej wstyd powinno być choćby ludziom obwieszonym złotem w luksusowych strojach. Dlaczego? Ano dlatego, że ludzie lubią gorszych od siebie.  Wiem, jak źle to brzmi, ale to prawda. Wszystko przez wrodzoną zazdrość. Większą szczerość i życzliwość uzyska osoba skromna, aniżeli ta obnosząca się ze swoim bogactwem. W najgorszym wypadku osoba wstydliwa będzie niezauważona. Nie wstydźmy się więc tego na co nie mamy wpływu. A jeśli na coś mamy wpływ i nam to przeszkadza to nad tym pracujmy.

Zło

Wstyd popycha nas do autodestrukcyjnych zachowań. Mogą to być uzależnienia, agresja, samookaleczenia, depresja, zaburzenia odżywiania, znęcanie się nad słabszymi, przemoc, a nawet samobójstwo. Choć sami usilnie staramy się postępować tak, aby nie odczuwać wstydu, to nie widzimy niczego złego w zawstydzaniu naszych dzieci. Nie mówię tu o wrzucaniu kompromitujących zdjęć na social media, co większości ludzi źle już się kojarzy, a czasy kiedy udostępnialiśmy tego typu materiały dawno już minęły. Mówię tu o bardziej trywialnych sytuacjach, o których nawet nie myślimy, że mogą negatywnie wpłynąć na nasze pociechy.

Zachowujesz się jak dwuletnie dziecko

Czy ci nie wstyd?

Jesteś dokładnie taki jak twój ojciec

Ale jesteś niewychowany

Jesteś na to za duży

Patrz, jak Marysia dobrze się zachowuje

Piotrek potrafi już wiązać buty, a ty co?

Nic z ciebie nie wyrośnie

Nigdy się tego nie nauczysz

Nic nie potrafisz zrobić do porządku

Wszystko zawsze zepsujesz

Jesteś bałaganiarzem

Muszę porozmawiać z panią o tym jakim jesteś złym dzieckiem

W kogo ty się wdałeś, bo na pewno nie w nas

Dlaczego zawstydzamy dziecko?

Bo jest to prosta i skuteczna metoda. Nikt nie chce odczuwać wstydu, ponieważ czuje się wtedy sam ze sobą bardzo źle. Większość z nas, aby uciec od tej emocji wybiera jedną z trzech dróg:

Wycofanie – aby uniknąć jarzma wstydu wycofujemy się z relacji, ukrywamy się, staramy się nie wchodzić w kontakt z osobą przed którą go odczuwamy

Przypodobanie – próbujemy załagodzić sytuację nad wyraz przymilając się do osoby przed którą czujemy wstyd

Agresja – nie radząc sobie ze wstydem reagujemy agresją wyładowując negatywne emocje

Robimy to wszystko aby odciąć się od poczucia bólu, którego źródłem jest wstyd. Dziecko często będzie więc posłuszne i grzeczne uciekając się do ścieżki przypodobania. Jednak przy nas będąc grzeczne, gdzieś będzie musiało wyładować swoje emocje i często będzie agresywne w innym otoczeniu lub się wycofa, alienując od innych ludzi.

Skutki

Dzieci, szczególnie te najmłodsze wierzą nam bezkrytycznie. Dlatego wszelkie uwagi biorą głęboko do siebie. To, na kogo wyrosną i jaka będzie ich samoocena zależy w głównej mierze od nas, rodziców. Jeśli będziemy faszerować je negatywnymi uwagami to nie uda im się zostać ludźmi wierzącymi w swoje siły. Wręcz przeciwnie.

Uczucie wstydu wraz z negatywną oceną swojej osoby jak nowotwór zakorzenia się w naszej osobowości i czasem nie sposób się go pozbyć bez radykalnych środków.

Mój wstyd

Kiedy byłem pięciolatkiem chciałem wystąpić w konkursie piosenki na festynie śpiewając jedną z dziecięcych piosenek. Miałem zaśpiewać ją a capella. Byłem pozytywnie nastawiony, jednak przede mną na scenę wyszedł mój rówieśnik w stroju Michaela Jacksona i wykonał występ iście estradowy. Miał profesjonalny podkład i tańczył moonwalk. Wtedy opanowała mnie trema. Wiedziałem, że nie mogę równać się z tym chłopcem. Wszedłem na scenę i całkowicie zapomniałem tekstu. Patrzyłem na tłum ludzi nie umiejąc przypomnieć sobie choćby słowa. Ktoś zagwizdał. (Jak można wygwizdać pięciolatka na festynie!?) Zamarłem. Wtedy pracownik obsługi scenicznej zapytał mnie jaką piosenkę miałem wykonywać. Podpowiadał mi po jednym wersie, a ja dukałem czując jak zaciska mi się gardło.

Ten wstyd doprowadził do tego, że przez większość życia miałem trudności z występowaniem publicznym. Choć przepracowałem tę sytuację i nie wstydzę się już, to przy wszelkiego rodzaju wystąpieniach wciąż zalewam się rumieńcem. Widać to chociażby podczas mojej wypowiedzi w Pytaniu na Śniadanie. Mimo, iż jestem bardziej śmiały, to rumień się pojawia, a ja nad tym nie panuję. Czy przeszkadza mi to? Nie, ale pokazuje to, że wstyd z dzieciństwa może się za nami ciągnąć przez całe życie.

Posłuszeństwo

Krytykując (zawstydzając) dziecko, sprawiamy, że staje się nam ono posłuszne. Temu nie można zaprzeczyć. Dzieje się tak dlatego, że nie chce ono wpędzić się w poczucie wstydu. Przez to podąża ślepo za autorytetem rodzica, ale jednocześnie zanikają w nim zdolności do wyrażania własnej opinii. Co za tym idzie, przestaje ono same sobie ufać, wierząc w nieomylność rodzica. Uważa, że miłość i akceptacja rodzica wystąpi jedynie wtedy, kiedy spełni jego oczekiwania. Przez to przestaje zachowywać się naturalnie w jego obecności. Potem zaś rodzice są zdziwieni, że jego dziecko zupełnie inaczej zachowuje się przy rówieśnikach, albo w szkole, aniżeli w domu.

A taki grzeczny chłopak był

Zniszcz swoją przyszłość

Wiele ludzi wybiera konkretne studia, szkołę, a nawet drugą połówkę bojąc się opinii rodziców, czy bliskich. Często tkwimy w pracy, która nam nie odpowiada bojąc się oceny, albo jak w przypadku porażki, boimy się przyznać, że źle wybraliśmy.

Krytyka dziecka, ma niesamowicie negatywny wpływ na relację, jaką tworzymy z dzieckiem. Wielu rodziców wyraża się do własnego dziecka w sposób w jaki w życiu nie odważyłoby się wyrazić do swoich znajomych, czy bliskich. Dlaczego? Ano dlatego, że znajomi byłaby krótka piłka – od razu by się od nich odwrócili. Dziecko się nie odwróci. Nie ma takiej możliwości. Jednak straci zaufanie do rodzica. Przez to zaś relacja na poziomie dziecko – rodzic przestanie być szczera. Dziecko zacznie się oddalać, a może i nawet całkowicie zaniechać kontaktów z rodzicem w dorosłym życiu.

Co robić?

Mówiłem Wam już jak tworzyć relację partnerską oraz powiedziałem czym jest porozumienie bez przemocy. Jednakże często nieświadomie, zupełnie się nad tym nie zastanawiając wpędzamy dziecko w poczucie wstydu. Pomimo tego, że całkowicie nie jest to naszą intencją.

Refleksja

Pierwszym co musimy zrobić to przypomnieć sobie swoje słowa wypowiadane w stronę naszych pociech. Czy je zawstydzamy? Podejrzewam, że każdy z nas to czasami robi. Bierze się to z niemocy zapanowania nad sytuacją oraz frustracji i bezsilności. Jeśli zwrócimy uwagę kiedy sięgamy po zawstydzanie, będziemy mogli sobie z tym poradzić szukając alternatywnych rozwiązań.

Przepraszam

Drugim krokiem jest przyznanie się do błędu. Uważam, że odpowiedzialny rodzic nie robi z siebie nieomylnego autorytetu. Potrafi przyznać się do błędu i przeprosić. Przeproszenie dziecka jest niezwykłe. Dzięki temu nasz potomek wie, że każdemu zdarza się zrobić coś nie tak. Nie upierajmy się więc na siłę przy swoim. Nie wykorzystujmy swojej władzy, tylko po ludzku przyznajmy się do błędu i użyjmy jednego z magicznych słów, których uczymy swoje dzieci – „przepraszam”.

Relacja

Stwórzmy relację partnerską. Dajmy dziecku więcej swobody na popełnianie błędów, zauważanie ich i pracę nad nimi. Darzmy się większym zaufaniem i szacunkiem. Traktujmy dziecko mniej więcej tak, jak traktujemy dorosłych. Postawmy na szczerość, jest ona niezwykle ważna. Bez szczerości nie ma zaufania. Taka relacja daje obu stronom profity. Dziecko czuje się ważne, potrzebne i odpowiedzialne za swoje czyny. My mamy pewność, że nas nie okłamie i będzie nam chciało pomagać, czyli uczestniczyć w życiu dorosłych.

Porozumienie bez przemocy

Zamiast mówić „Znowu nie uważałaś i stłukłaś szklankę. Zawsze musisz coś narobić. Jesteś nieodpowiedzialna. Wstydź się”, powiedzmy „Kochanie, widzę, że stłukłaś szklankę. Obawiam się, że któreś z nas może wdepnąć w szkło i się skaleczyć. Bardzo mi zależy żebyś ostrożniej trzymała naczynia kiedy z nimi chodzisz”.

Wiem, wiem. Pierwsze zdanie będzie bardziej efektowne. Dziecko się rozpłacze i przez pierwsze kilka dni będzie uważało. Jednak gwarantuję Wam, że kiedy przytrafi się sytuacja, że samo coś narobi, to nie przyzna nam się do tego. Druga opcja po pierwsze daje dziecku jasno znać, że jest kochane. Dodatkowo dziecko wie, co i dlaczego czujemy. Wie, że jest ważne i że to od niego zależą uczucia innych. Dodatkowym efektem może być to, że kiedy dziecko będzie samo i coś stłucze to przyzna nam się, ale dodatkowo zadba o bezpieczeństwo na przykład zamiatając i odkurzając, aby pozbyć się ostrych odłamków.

Pierwsze zdanie tworzy ciężar psychiczny i lęk, drugie tworzy relację opartą na równości, zaufaniu i szczerości. Pisałem już o porozumieniu bez przemocy. Nie jest ono sposobem na manipulację dzieckiem, ale sposobem na budowanie wysokiej samooceny, odpowiedzialności i empatii u naszych pociech.

Empatia

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was, że wstyd nie jest niczym dobrym. Nie ma żadnego pozytywu. Jako cywilizacja sami sobie wykreowaliśmy wstyd, przez co, kolokwialnie mówiąc, mamy w życiu trudniej. Często przez wstyd prowadzimy życie takie, jakiego nie chcemy. Podejmujemy błędne decyzje martwiąc się opinią innych. Ale mamy tylko jedno życie i musimy o nie walczyć. Oprócz naszego życia powinniśmy sprawić, aby nasze dzieci weszły w nie pełni sił i energii, nie obciążając ich zbędnym balastem. Nasze dzieci są przedłużeniem naszego losu, więc zadbajmy o to by było im w ich życiu wygodnie.


[1] https://www.wysokieobcasy.pl/Instytut/7,163393,24704697,rady-brene-brown-mocny-kregoslup-miekka-piers-nieskrepowane.html
Please follow and like us:
error

4 komentarze

  • Rafał

    Jak zwykle – klasa i dobry styl pisania. Ciekawy wpis, zwłaszcza, że wielu rodziców robi nieświadomie krzywdę swoim dzieciom takim zachowaniem. Swoją drogą ciekawe jakie te nasze dzieci wyrosną, skoro mają tak świadomych, a przynajmniej bardziej świadomych rodziców, niż my sami mieliśmy. Ciekawe… Oby wyszło nam to na dobre, a nie poszło w kierunku wychowania dziecka, która będzie z każdej strony oczekiwało zrozumienia, akceptacji, bo taki człowiek w dorosłym życiu może mieć trudność z odnalezieniem się. Dobrze, że środowisko innych dzieci w jakimś stopniu zrównoważy tą super poprawność rodziców.
    Nie krytykuję takiego podejścia, w żadnym razie. Przemawia przeze mnie bardziej ciekawość jaki efekt to wszystko przyniesie.
    P.S. To Twoje zdjęcie na początku? Gdzie czupryna? Gdzie wąsy? ja się pytam 🙂

  • Marcin

    Dziękuję za miłe słowa. Z moich obserwacji wynika, że rodziców świadomych jest coraz więcej, jednak wciąż za mało. Niestety ale pokolenia pośrednie między nami, a naszymi dziećmi cechują się roszczeniowością. To zaś jest skutek całkowicie bezstresowego wychowania, które ma wiele wad. Powinniśmy uczyć dzieci radzić sobie ze stresem, a nie eliminować go całkowicie. W życiu dorosłym mamy wiele stresowych sytuacji, z którymi musimy sobie radzić. Brak stresu w dzieciństwie plus stres w dorosłym życiu równa się depresji.
    PS. Zdjęcie jest stare, zanim jeszcze wąs i czupryna trzymały się mojej głowy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+