wszyscy umrzemy - mama - tata po rozwodzie
Przemyślenia

Wszyscy umrzemy – mama

Śmierć to jedyna pewna rzecz na tym świecie. To pewne, że umrę ja, Wy i wszyscy inni ludzie. Dziś napiszę o kimś, kto już nie żyje – o swojej mamie.

Emerytura

Moja mama wyczekiwała emerytury, z którą wiązała większość swoich planów. Z trudem zniosła czas mobbingu w swojej pracy, który spowodował, iż znaczna część pracowników odeszła z pracy. Szczęście w nieszczęściu, albo nieszczęście w szczęściu, że jej udało się zostać, jednakże została zdegradowana. Ostatnie lata swojej pracy spędziła więc na stanowisku nieadekwatnym do jej kompetencji. Upragniona emerytura miała stać się ukojeniem i jakimś tam wybawieniem.

Oczekiwanie

Osiągając wiek emerytalny stwierdziła, że „przemęczy” się jeszcze pół roku, żeby dostać nagrodę jubileuszową. Skoro wytrzymała w pracy ponad czterdzieści lat, to te kilka miesięcy jej nie zbawi. Później dostanie zastrzyk gotówki, który wykorzysta świętując słodki czas wolności. Czas, który chciała wykorzystać i czerpać z niego garściami.

Plany

Lilianna, bo tak miała na imię, zaplanowała sobie dokładnie okres, który miał nadejść. Począwszy od małych planów dotyczących domu, hobby i zainteresowań, przez te większe, aż po naprawdę wielkie. Odliczała więc każdy z dni, podobnie jak większość przyszłych emerytów. Przecież większość z nas będzie tak robić, prawda? Nawet my odliczamy dni do weekendu, cieszymy się kiedy nadchodzi piątek i nie potrafimy wysiedzieć w pracy przed zbliżającym się urlopem.

STOP!

Nie tak szybko!” powiedział ktoś na górze i 1-ego czerwca sprawił Liliannie na Dzień Dziecka prezent w postaci udaru. Byłem w pracy, kiedy otrzymałem telefon. Zadzwonił  wujek, który miał spotkać się z mamą mówiąc, że nie potrafi dostać się do domu. W głowie miałem gonitwę myśli i najczarniejsze z wizji. Oddalony o 50 kilometrów nie byłem w stanie nic zrobić. Niemoc, która mnie ogarnęła przybiła mnie do fotela. Szybkie zwolnienie z pracy i powrót na pełnym gazie do rodzinnego miasta. Chwilę przedtem wujek zadzwonił z wieścią o udarze i o tym, że mamę wzięło pogotowie.

Nie leczymy

W szpitalu nikt nie podjął się podania leków na przywrócenie przepływu krwi. „Nie leczymy bez waszej zgody” usłyszeliśmy. Na pytanie dlaczego, usłyszeliśmy odpowiedź:

Wykryliśmy markery nowotworowe. Rozpoczęcie leczenia może zabić pacjentkę.

Drugi cios. Nie było innej możliwości, trzeba było podjąć ryzyko. Łzy płynęły strużkami, jednak każdy z rodziny wierzył, że będzie dobrze. Udało się cofnąć objawy udaru. Mamie wróciła przytomność, z tym, że sparaliżowało jej  lewą stronę ciała. Każdy był szczęśliwy. Pomimo tego, że za nieco ponad trzy tygodnie miała już nie żyć.

Trzy tygodnie

Tych trzech tygodni nie można nazwać walką. Nie da się walczyć, kiedy nikt nie chce podjąć się leczenia. Owszem Lila ćwiczyła lewą stronę, by powrócić do sprawności. Nawet zaczęła ruszać ręką. Jednak w sprawie nowotworu nikt nie podejmował się żadnych działań. Nie wiem, czy wiecie czym jest poczucie niemocy, ale wtedy właśnie niemoc była najsilniejszym uczuciem, które czułem. Niemoc i nadzieja, bo nic więcej nie pozostało.

„Leczenie”

W trakcie pobytu lekarze mówili o różnych planach, które zamierzają podjąć. Z jednej strony należało leczyć onkologicznie, z drugiej przywrócić sprawność, z trzeciej należało podjąć się operacji wyleczenia pękniętej śledziony, a z czwartej lekarze mówili, że leczyć można jedynie paliatywnie.[1] Z tym, że nikt nie podjął się operacji, gdyż mogłoby ono zabić, a na oddział paliatywny też nikt nie chciał przewieźć, gdyż transport (z jednego skrzydła do drugiego) również mógłby zabić. Dlatego też nieświadomi czekaliśmy na śmierć.

Dziś pani umrze

Operację śledziony przekładano z dnia na dzień. Jednego z nich, kiedy rzekomo miała się odbyć lekarka podeszła do Lili i powiedziała jej

Dziś podejmiemy się operacji. Proszę się pożegnać z rodziną, gdyż najprawdopodobniej pani tego nie przeżyje.

Co byście zrobili takiemu lekarzowi? Ja w tamtym dniu chciałem zrobić dokładnie to samo. Do operacji oczywiście nie doszło. Zastanawiam się jednak, czy to nie było tak, że lekarka powiedziała to, żeby mama nie zgodziła się na operację, a lekarze mieli „czyste ręce”. Ostatecznie do operacji i tak nie doszło, gdyż personel zasłonił się brakiem wolnych sal operacyjnych.

24-ty czerwca 1:00

23-ego czerwca moja siostra „świętowała” rocznicę ślubu. Te świętowanie było pożegnaniem z mamą, która straciła przytomność i była w stanie agonalnym. Nigdy nie zapomnę swojego pożegnania. Klęknąłem wtedy przy niej i do ucha wyszeptałem przeprosiny za wszystkie złe zachowania. Mimo, że nie było z nią żadnego kontaktu widziałem na monitorze  jak nagle podskoczył jej puls wybijając 113 uderzeń. To była jedyna odpowiedź z jej strony.

Moje pożegnanie było pełne łez i żalu za to co zrobiłem i przez to czego nie zdążyłem zrobić.  Pełne smutku za słowa, które wypowiedziałem i słowa, których nie mówiłem. Pożegnanie pełne rozpaczy za to jak spędzałem z nią czas i przez to jak ten czas mogłem spędzać. Pełne tęsknoty za osobą, która wciąż była przy mnie, choć  za chwilę miało jej nigdy już nie być.

To okropne tęsknić za kimś kogo trzymasz za rękę.

Mojej mamie udało się przeczekać rocznicę ślubu swojej córki. Nie zgotowała jej takiego prezentu, jak los jej w dzień dziecka. Wyczekała do następnego dnia i dopiero godzinę później zmarła – 24-ego czerwca o godzinie 100.

Wszystko ma swój czas

W maju 2015 roku, na miesiąc przed śmiercią moja mama, niczego jeszcze nieświadoma, napisała na skrawku papieru tekst, bodajże słów  Jana Pawła II: 

Wszystko ma swój czas: jest czas spokoju, cierpienia, bezgranicznej rozpaczy oraz czas wdzięcznej pamięci

Pisząc ten post zdałem sobie sprawę, iż były to ostatnie zapisane przez nią słowa. To tragikomiczne, że ostatnim zapisanym przez nią zdaniem był opis nadchodzącej przyszłości.

Po co to wszystko piszę?

Piszę to po to byśmy wszyscy spojrzeli na swoje życie i bliskich. Popatrzcie na swoich mężów, żony, rodziców, dzieci, przyjaciół. Jutro może ich nie być. Nie ma recepty na nieśmiertelność i to, że umrzemy jest jedyną pewnością w naszym życiu.

Żyjemy tak, jakby nie miało się nic zmienić, jakbyśmy wszystko mogli osiągnąć. Planujemy daleką przyszłość, żyjemy marzeniami. Odkładamy wiele spraw, czy zdań, które chcielibyśmy wypowiedzieć na potem. Tyle, że te potem może nie nadejść.

Potem

Moja mama Lilianna również odkładała wiele planów na potem. Chciała dociągnąć do emerytury i zacząć spełniać marzenia. Co jej się z tego udało? Nic. Ani nie dociągnęła do emerytury, ani nie zaczęła spełniać marzeń. Na co więc my czekamy? Dlaczego tak wiele rzeczy odkładamy na później? Dlaczego boimy się powiedzieć innym o uczuciach? Co jest z nami nie tak, że żyjemy przyszłością, zamiast żyć tu i teraz?

Mamo tęsknię za Tobą, kocham Cię.


[1] Leczenie paliatywne to leczenie mające na celu jedynie uśmierzenie bólu. Podejmuje się go praktycznie jedynie w przypadku, kiedy nie ma już szans.
Please follow and like us:
error

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
Facebook
Twitter
LinkedIn
Instagram
Google+